1001. Pożegnanie z Key West

1001 dzień wyprawy

Dziś ostatni dzień na Key West, choć w zasadzie nasz kamping jest na Long Pine Key.

Florida Keys wzięły swoją nazwę od hiszpańskiego słowa cayos, które oznacza małe wysepki – takie niskie, koralowe kropki rozsypane w oceanie, jakby ktoś zgubił paczkę kamyczków. Podobno, kiedy Anglicy przyszli później, przetłumaczyli cayos na keys i tak już zostało.

Dlatego dzisiaj mówimy Florida Keys – czyli po prostu „Wysepki Floridy”. Idealnie pasuje, bo te wąskie, czasem dzikie, czasem zabudowane kawałki lądu wyglądają jak naturalny naszyjnik rozsypany po turkusowej wodzie. A jeśli kiedykolwiek pojedziesz Overseas Highway, pamiętaj, że suniesz po koralowej koronie, która przetrwała huragany, piratów, turystów z selfie-stickami i wciąż udaje, że to ona dyktuje tempo życia w tym tropikalnym zakątku świat.

najpierw godzina rowerku..
potem snorkeling

Rano niezwykle jest, bo jedziemy na snorkeling, tuż obok mostu siedmiomilowego. Turkusowa woda, dobra przejrzystość, bordzimy w płytkiej wodzie i zachwycamy sie życiem. Normalnie wakacje. Pięknie.

Wieczorem oczywiście jedziemy na Key Yest, jemy tradycyjnie pizzę, wchodzimy do baru gdzie ubrania są opcjonalne i czujemy lekką nostalgię, jakby kolejny etap za nami zamknął się. Już nie będziemy jechać na Południe. Dopiero jak przekroczymy granicę między Usa a Meksykiem, to dopiero wtedy…

skuterów i wózków golfowych (cart) wszędzie pełno
ech… takim katamaranem mogłoby być ekstra

24.11.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.