758. Już środa

758 dzień wyprawy

Tak odliczamy dni do jutra. Jutro ostatni dzień pilnujemy Alusia. w sobotę jadę z Iwoną na koncert Chico Trujillo do Ensenady. Już się nie mogę doczekać. Dziś przejeżdżamy z Playas de Tijuana do Punta Azul Luiskiem. Także znowu zmiana miejsca i może i dobrze…

Tymczasem spacery z Alkiem jeszcze do jutra i entertainment Przypominam, jeśli w Tijuanie i okolicach zobaczycie jakiś strumyczek biegnący w stronę oceanu, to bądźcie pewni że to ścieki.

756. Czy ja kocham poniedziałki?

756 dzień wyprawy

oczywiście. Nie ma nic lepszego niż poniedziałki. Od jakiegoś czasu jetem parkingową, więc są one jeszcze lepsze. Ale dziś wyjątkowo pilnuję Alusia, wobec tego nie ma czasu na pilnowanie parkingu. Jest za to czas, by zrobić obchód po straganach, które ciągną się na przynajmniej 4 kilometrach (bo są jeszcze odnogi ulicznych straganów).

755. Niedzielne igraszki

755 dzień wyprawy

W niedzielę trochę leniwie. Coś gotuję, Krzysiek wypoczywa trochę, spacery z Alusiem. takie tam niewielkie aktywności. Odpoczywamy.

Piękna pogoda dzisiaj, dużo słońca, nakręcam znowu Walczaka by przyjechał do nas na Baja, ale w ogóle nie chce. W ogóle nikt tu nie chce przyjechać a mnie trochę dziwi dlaczego.

754. Oddech i cisza od strony oceanu

754 dzień wyprawy

Chciałoby się napisać, że cisza i spokój w sobotę, ale nie, ogromne urwanie głowy bo z samego rana muszę jechać do Iwony obciąć jej włosy. Dziś jadą na narty, my zostajemy z Alusiem. To trochę dla nas męczącę, zwłaszcza że trzeba dopilnowywać i organizować wszystko na budowie, bo ciągle jeszcze sporo zajęć.