817. Przylatujemy do Polski

817 dzień wyprawy

Męcząco. Nie ma nic z radości, że lecimy. Ona przyjdzie później. Na razie po całej nocy i 11 godzinach w powietrzu lądujemy w Amsterdamie. Dodatkowo dotyka nas 8 godzinna różnica czasu pomiędzy oboma kontynentami. Jesteśmy mocno zmęczeni… Chyba już nie to zdrowie i kondycja na takie loty przez ocean…

Próbujemy sobie załatwić wcześniejszy lot do Gdańska.

814. Ciudad de Mexico

814 dzień wyprawy

Stolica Meksyku nas już nie zachwyca tak jak kiedyś. Jest dosyć gorąco, nie jesteśmy przyzwyczajeni, bo jednak Rosarito ma zupełnie inny klimat. Druga rzecz, to tłumy, po prostu tłumy ludzi. Zmęczeni jesteśmy tym.

Druga sprawa, brud i pełno ubogich na ulicach.

813. Wylot do Mexico City

813 dzień wyprawy

No to wylatujemy. Wreszcie ten dzień nadszedł, długo wyczekiwany. Na lotnisku czekamy, wsiadamy do samolotu. Luis zamknięty, czeka. Heble odłączone.

Nie mogliśmy wylądować, nad Mexico City wielka burza, nie było pozwolenia na lądowanie, krążyliśmy nad lotniskiem .. a potem tak trzęsło, jak nigdy.

812. Ostatni poniedziałek czyli pakowanie

812 dzień wyprawy

Pakujemy się. Jutro wyjazd, a raczej wylot do Mexico City. Walizki już gotowe, prawie. Lecimy tylko z podręcznym. Wszystko sprzątamy w aucie, pakujemy ciuchy, potem na Playas, załatwiamy ostatniego dnia wszystkie rzeczy, które jeszcze zostały, a i tak okaże się że Ferdek jeszcze musi przyjść jutro czyli i tak wszystkiego nie zrobimy..

811. Niedziela czyli brunch i farbowanie

811 dzień wyprawy

Skoro niedziela, i to ostatnia niedziela, to wiadomo, działamy. Trzeba zrobić salon fryzjerski i raz jedna, raz druga jest fryzjerką. Są durne plotki, kto gdzie i z kim. I że tak nie wolno i że to głupota.

Ale zanim farbowanie to brunch, czyli jemy pyszne ostiones po rockefelersku, czyli ostrygi Rockefeler zapiekane ze szpinakiem i serem.

810. Gotowanie w Luisie

810 dzień wyprawy

Luisek ma tyle miejsca i taki sprzęt że bez problemu mój mąż może przygotować pełny obiad który smakuje wyśmienicie.

Jest piekarnik, jest trzy palnikowa kuchenka. Można spokojnie kurczaka zrobić, ugotować ziemniaki, pieczarki przysmażyć. I tak dalej i tak dalej.

808. Walka z wiatrakami

808 dzień wyprawy

Pamiętajcie, że Meksyk to stan umysłu. U nas ciągle od ponad tygodnia walka z wiatrakami, a raczej z indolencją biura do spraw ścieków i kanalizacji. Nie chca przyjechac przeczyścić, jakieś cuda wianki a ścieki nie spływają tak jak trzeba, ogólnie szkoda słów.