916. Dead Horse, Canyonland, Arches

916 dzień wyprawy

Dziś bardzo intensywny dzień. Zwiedzamy dziś trzy parki. Pierwszy stanowy, czyli Dead Horse potem Canyonland i na końcu Arches. Arches gównie dlatego tak późno, bo trzeba było wykupić timed Entry, czyli bilet na określoną godzinę. A wcześniej nietety nie było dostępnych biletów.

915. W stronę słońca

915 dzień wyprawy

Ruszamy. Dzisiaj kierunek Moab. Niby czuję się lepiej, ale nie jest to prawda. Dostałam jakąś taką końską dawkę że w nocy mnie obudził ogólny świąd, nie mogłam w ogóle spać. Pozatym serce też biło mi jakoś mocno. no dużo by opowiadać, a nie ma po co, bo w końcu to jakiś blok podróżniczy.

914. Covid

914 dzień wyprawy

A jednak. Zgłaszam do ubezpieczyciela, że chyba mnie choroba dopadła. W miarę sprawdnie organizują wizytę. Okazuje się ze umawia ją firma/pośrednik z Argentyny. Ot, globalizacja.

Jedziemy na wizytę do Orem. Do południa jeszcze Krzysiek z gośćmi jedzie zaliczyć gorące źródła, a potem już lekarz.

913. Choroba

913 dzień wyprawy

Stało się. Budzę się rano z gorączką, ponad 39 stopni Celsjusza. Do prawie 11 leżę, w brzuchu do krwi przedostają mi się Ibupromy i inne paracetamole. Dochodzę do siebie, bo dzis zaplanowane jest śniadanie w Cracer Barrel.

W południe wizyta w Cabelas.

912. W kierunku Salt Lake City

912 dzień wyprawy

W nocy padało, nad ranem lekko kropiło, ale droga w kierunku Salt Lake CIty już deszczowa prawie cała. Wielkie krople leciały z nieba, lekko męcząc mojego kierowcę.

Zatrzymujemy się najpierw w Hoback Market, ale drogo i słabe zaopatrzenie, kolejny przystanek w Alpine Broulim’s Fresh Foods i robimy zakupy.

911. Gran Canyon Yellowstown

911 dzień wyprawy

Dziś Krzysiek nie jedzie. Chciałoby się rzec że wypoczywa, ale nie. Musi zostać na kampingu, bo trzeba się przeneść na inne stanowisko. Niestety na tym miejscu gdzie jesteśmy nie było trzy dni dostępności, także zarezerwowaliśmy na dwa dni, a na treci dzień musieliśmy się przenieść kawałek dalej.

910. Yellowstone – marzenie spełnione

910 dzień wyprawy

Na kampingu jest bardzo fajnie, dużo miejsc także samo stanowisko nie jest jakoś bardzo rozległe, ale jest ok, namiot się mieści. Ruszamy dziś do Yellowstone. Na pierwszy ogień poszedł Old Faithfull geyzer i akurat tylko 20 minut czekaliśmy na wybuch, na zagotowanie wody w środku ziemi i jej wyrzut z głębi Jak zwykle sporo ludzi, ale widowisko jest naprawdę przyjemne dla oka.

908. Camping Sleeping Bear, czyli śpiący miś

908 dzień wyprawy

Dziś czaka nas długi dystans do pokonania, ale nie ma alternatywy, pojutrze chcemy zwiedzać Yellewstone, więc trzeba zagęścić ruchy, bo dziś trochę ponad 300 mil nas czeka, a jutro około 180 powiedzmy. Wiadomo, tankowanie, zakupy, różne takie.

Rano wstajemy, śniadanie, zwykłe czynnosci, sprzątanie, układanie, zapinanie auta, zabezpieczanie rowerów, puszczanie wody szarej i czarnej, napełnianie wody czystej.