Archiwum: Styczeń 2012

Wietnam – trzydziesty szósty dzień wyprawy

hue dzien 2 080

Drogi turysto, jeśli chcesz poznać koloryt i zwyczaje transportu w Wietnamie, zapraszamy w podróż autobusem sypialnym. Podróż, na którą masowo są sprzedawane przez agencje turystyczne bilety, większość pasażerów przyprawia o zawrót głowy. Wszystko zaczęło się niewinnie. Pod hotel podjechał bus, który zawiózł nas pod biuro agencji turystycznej.

Wietnam – trzydziesty czwarty dzień wyprawy

ha noi dzień ostatni (82)

Dziś półmetek naszej podróży. Leci czas szybciej, niż możemy sobie wyobrazić. Jesteśmy w Hanoi. Spokojny dzień. Chłoniemy atmosferę miasta. Szybko i w dużych ilościach przejeżdżające skutery i motory. Siedzących na ulicy ludzi, gotujących zupy, smażących placki. Sprzedających owoce, kwiaty, warzywa. Mijają nas rikszarze z turystami, których przewożą.

Wietnam – trzydziesty pierwszy dzień wyprawy

hanoi 059

Jesteśmy w Hanoi, stolicy Wietnamu. To ciekawe miejsce mieszanki wschodniej kultury z zachodnią, przeszłości z teraźniejszością, unikalnej architektury nie spotykanej gdzie indziej. Hanoi to miasto motorów. Zewsząd, wszędzie słychać widać i czuć setki, tysiące, miliony skuterów, motorów, motorowerów. Nie ma mowy by po tym miejscu jeździć samodzielnie, chyba że po godzinach wprawek.

Laos – dzień dwudziesty ósmy wyprawy

vientian dzień pierwszy 188

Jesteśmy w Vientianie – stolicy Laosu. Nocny przejazd autobusem sypialnym należał do najgorszej nocy spędzonej podczas dwudziestu ośmiu dni w podróży. Niby wszystko zapowiadało się dobrze – VIP sleeping bus – znaczy, że autobus przystosowany do spania, niby miał być koc (w sumie to był), niby, że o 7.00 będziemy w Vientianie (w sumie to byliśmy), ale całość wrażeń – męcząca.

Laos – dzień dwudziesty siódmy wyprawy

luang prabang wieczorem 025

Śniadanie w „Indochina Spirit Restaurant”. Stoliki z białymi obrusami, na śniadanie bagietka z jajkiem sadzonym, sałatka z owoców z jogurtem i herbatka. Z jednej strony dobrze, że są bagietki, bo w Tajlandii czy Malezji praktycznie w ogóle nie ma pieczywa. Ale przy śniadanku westchnęłam:”jak przyjedziemy do domu, to chleb pieczemy”, na co mój mąż;”tak, tak, i rosołek, a nie te zupy cytrynowe”.

Napisz do nas
Facebook
YouTube