Argentyna – Villa Gesell – sto trzydziesty szósty dzień wyprawy

Pies wabi się znajda i teraz go pilnujemy. Na zdjęciu patrzy tęsknie za swoim Państwem, którzy jadą na miesięczną wyprawę...

Pies wabi się znajda i teraz go pilnujemy. Na zdjęciu patrzy tęsknie za swoim Państwem, którzy jadą na miesięczną wyprawę...

Po sezonie Villa Gesell jest pusta. Prawie totalnie. W mieście żyje podobno 40 tysięcy ludzi. To dużo. Jest dużo budynków dosyć wysokich, na 10-12 pięter, ale także małych, trzy piętrowych hoteli czy pensjonatów. Villa Gesell jest bardzo, bardzo turystyczna. Ale w sezonie. Styczeń, luty. Potem jeszcze tylko kilka weekendów, podczas których przyjeżdżają udzie i może jeszcze święta wielkanocne. A potem już pustka. Jedna wielka pustka. Na głównych ulicach jeszcze widać ludzi, ale na bocznych, jest pusto jak na marsie. Wszystkie domy, hotele, kwatery są pozamykane, okna zabezpieczone specjalnymi dyktami, przybitymi tak, by nie narażać szyb na szwank. Podobno morze dosyć mocno tutaj operuje, niszcząc szyby piaskiem. Budynki starsze są trochę sponiewierane, przez sól i wilgoć. Nasze mieszkanie jest tak blisko morza (oceanu), że właściwie cały czas słychać szum fal. A fale na oceanie są nie byle jakie.

Rano jest dosyć zimno. Tutaj jest już astronomiczna jesień, a i zima zbliża się wielkimi krokami. Nie bywa tu śniegu, ale w nocy może się zdarzyć, że temperatura spadnie poniżej zera.

Generalnie teraz, w kwietniu, jest takie sierpniowe, polskie lato. Wieczory i ranki chłodne, noce zimne, a w dzień, temperatura potrafi dojść do 22-23 stopni.

Napisz do nas
Facebook
YouTube