Urugwaj – dwusetny ósmy dzień wyprawy

uru_33

Kolejny poranek w Montevideo przyniósł nam wiadomość, że z zaokrętowania się dziś nic nie wyjdzie. Sprawdziliśmy pozycję statku w Internecie i okazało się, że z Zarate owszem wypłynął, ale stoi na redzie ponieważ wieje silny wiatr i port jest zamknięty. Cóż robić na siły natury nic nie poradzimy i musimy czekać dalej. Z telefonu z recepcji dzwonimy ponownie do agenta Grimaldi i dowiadujemy się tylko tyle, że da nam znać jak rozwija się sytuacja.

Idziemy więc ponownie na miasto, tym razem szukać kantoru gdzie wymieniamy trochę dolarów aby zapłacić za kolejny dzień parkowania motocykli. Jemy pizzę w znanej nam knajpce i wracamy do hotelu. Recepcjonista chciał nas namówić na zmianę hotelu na jakiś inny, podobno lepszy ze śniadaniem. Ale niestety droższy. Może nie dużo droższy, ale teraz już nie chcemy wydawać niepotrzebnie kasy. Zostajemy więc w tym samym hotelu. Zmieniamy tylko pokój na inny z ogrzewaniem. Co prawda nie działa ono zbyt wydajnie, ale pokój jest mniejszy i niższy, więc mamy przynajmniej kilka stopni cieplej. A na dworze dziś 11 stopni. Ciekawe kto wymyślił taki wyjazd w zimne kraje …

SONY DSC

Siedzimy zatem w pokoju hotelowym i obmyślamy plan następnej podróży…

Wieczorem wychodzimy zjeść pizzę, kupić jakieś pomarańcze w markecie i czekamy dalej. Nasz statek stoi na redzie…. czekamy. Nic się nie dzieje…

Napisz do nas
Facebook
YouTube