Argentyna – pięćdziesiąty trzeci dzień podróży

warsztat motocyklowy w Tres Arroyes

warsztat motocyklowy w Tres Arroyes

Ranek zaczął się szybko. Za szybko, bo o 8.00. Jakoś tak słabo wypoczęliśmy, a już o 8.30 jechaliśmy holowani przez pana domu do mechanika. Mechanik okazał się bardzo kompetentną osobą. Od razu wiadomo było, ze to zatkany gaźnik. Potwierdziła się nasza diagnoza z wczoraj. Niestety paliwo w Argentynie pozostawia wiele do życzenia.

Nie dość, że stacji jest niewiele, to jeszcze chyba przez sitko trzeba przecedzać to paliwo. Mechanik zaproponował zamontowanie dodatkowego filtra, okazało się że mamy taki filtr paliwa, że zabraliśmy go przezornie z Polski. Na 17 motor miał być gotowy.

w warsztacie...

w warsztacie…

Pojechaliśmy więc z Berenice na miasto. Pracuje ona w sklepie, w którym głównym towarem są sery,  jogurty i dulce de leche,  które jest produkowane w fabryce jej ojca.

wypoczynek w Tres Arroyes

wypoczynek w Tres Arroyes

Przez dwie godziny trochę obchodzimy miasto, wstępujemy do lokalnego muzeum, gdzie oglądamy obrazy, po czym na lokalnym skwerze (Plaza Municipal) siedzimy i odpoczywamy. Termometr wskazuje 32 stopnie, relaksujemy się zatem w cieniu drzew. Tres  Arroyes to miasto, w którym dominują potomkowie Holendrów i Duńczyków.

Tres Arroyes

Tres Arroyes

O 13.00, kiedy to Berenice kończy pracę, zabiera nas na wieś.

Wiemy już, że w Argentynie to normalnie, zwłaszcza w interiorze, że sklepy otwarte są od 8.00 do 12.00 lub 13.00, a później otwierane są najwcześniej o 16.00 do wieczora.

SONY DSC

Sklep rodziców Berenice

Jedziemy z Berenice przez duże pastwiska, które rozdziela droga szutrowa. Na pastwisku pasą się krowy, które nalezą do rodziny. Dojeżdżamy do budynku, gdzie znajduje się produkcja sera. O tej porze nikt nie pracuje, więc mamy okazję obejrzeć pustą fabrykę. To niewielkie pomieszczenia, a pierwsze z nich służy do dojenia krów. Oczywiście wszystko odbywa się automatycznie a podczas dojenia krowy jedzą spokojnie kukurydzę.Później oglądamy różne pomieszczenia i maszyny, służące do mieszania mleka, a przede wszystkim podziwiamy sery, które leżakują na półkach, lub moczą się w solance.

W fabryce sera

W fabryce sera

Wszystko razem naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza kiedy się jest pierwszy raz w fabryce sera.

w fabryce sera

w fabryce sera

Później Berenice zaprasza nas do domu swojej babci. I to jest duże przeżycie dla nas, bo babcia przyjechała z Holandii w 1952 roku i mieszka w tym samym domku (!) cały czas. Dom jest skromny, położony na płaskiej pampie w otoczeniu ogromnej ilości krów.

SONY DSC

Opowiadamy naszą historię o poszukiwaniach potomków pasażerów, jemy ciasto i domowe lody, oglądamy zdjęcia. W tak zwanym międzyczasie Berenice odbiera telefon. Nasz motocykl jest gotowy. Jedziemy więc do mechanika odebrać nasz motor. Płacimy 500 peso i możemy ruszać dalej. Ponieważ zostaliśmy zaproszeni na asado do Claromeco, cofamy się o 60 km i jedziemy na wybrzeże. Laura już na nas czeka. Razem z nią cała gromada dzieci i nie pytajcie nas skąd się wzięły. Tu po prostu jest bardzo rodzinnie, dużo znajomych, dużo dzieci. Laura i jej mąż mają razem 6 dzieci.Razem z Laurą jedziemy zobaczyć polską rodzinę.

Los Polacos

Los Polacos

Państwo Tybuchowicz prowadzą tu niewielki sklep z ciastami. TO niesamowite zobaczyć Polaka kultywującego tradycje, tak daleko od Polski.W sklepiku jest mnóstwo polskich akcentów. Począwszy od napisu przed wejściem „Los Polakos”, poprzez flagę Polski wewnątrz i zdjęcia obrazujące historie rodziny na ścianach. Robimy pamiątkowe zdjęcia, słuchamy jego opowieści o tym, jak mu się tu żyje, jak się znalazł w Argentynie jego ojciec, który przeszedł sowiecką niewolą w Katyniu i na Syberii. Wszystko razem niezmiernie wzruszające.

z Alejandro Trybuchowicz

z Alejandro Trybuchowicz

Laura zawozi nas jeszcze nad ocean, możemy zobaczyć jak wielkie są fale wieczorem, jak zachodzi słońce, a także gdzie bawi się cała młodzież w Claromeco. Dyskoteka jest dosyć duża, w Polsce powiedzielibyśmy, zę prowizoryczna, ale tak naprawdę w nocy niewiele widać. Oglądamy ją za dnia, więc tak trochę inaczej to wygląda.

Alejandro Trybuchowicz

Alejandro Trybuchowicz

Oglądamy jeszcze jedno miejsce, to Estacion Forestal. Las w którym jest stadnina, gdzie możemy popatrzeć na konie. Od 20.00 można kupić przejażdżkę na koniu przez las do oceanu i z powrotem.

SONY DSC

Bo życie w Argentynie płynie nieco w innym rytmie. Tu wszystko się dzieje w nocy, zwłaszcza na wakacjach czy w weekendy. Młodzież o 3 w nocy idzie na dyskotekę i wraca nie wcześniej niż o 7.00 czy 8.00. w dzień w nagrodę śpią. Dorośli nie robią lepiej. Do 2-3 w nocy siedzą i asadują, czyli robią asado (grila) i jedzą mieso, piją piwo lub wino i gadają.Tak też było i tego wieczoru. Pan domu zrobił asado, a do domu zaproszono jeszcze jedną rodzinę.

asado

asado

Dobrze trafiliśmy, bo jeden z gości zajmuje się weterynarią i powiedział nam, że w Argentynie jest ponad 50 milionów krów. To znaczy że na jednego obywatela przypada więcej niż jedna krowa. To chyba bardzo dużo. Wieczór upływa miło i sympatycznie.

Rodzina i przyjaciele

Rodzina i przyjaciele

Jemy żeberka, morcille (kaszankę argentyńską) i chorizo (kiełbaskę z wieprzowiny).O pierwszej prawie po angielsku idziemy do sypialni i zapadamy w głęboki sen. Jutro ciężki dzień, dużo kilometrów przed nami. Szczególnie serdecznie żegnamy się z Berenice. Zajmowała się nami przez cały czas.

z Berenice

z Berenice

Napisz do nas
Facebook
YouTube