Argentyna – siedemdziesiąty szósty dzień wyprawy

Camping w El Calafate

Camping w El Calafate

Noc była bardzo trudna. Trafiliśmy do El Calafate na weekend. To nie był dobry pomysł, ale my jakoś słabo liczymy dni. Weekend to dla wielu tubylców czas by wyjechać na jeden dzień na camping i zaszaleć muzycznie i fizycznie.Dodatkowo w tym turystycznym mieście był jakiś festyn i o pierwszej w nocy obudziły nas huki i wystrzały. Chyba pokaz sztucznych ogni. W każdym razie tak to rozpoznaliśmy z namiotu. Walenie i dudnienie okropne. Jakby tego było mało do prawie czwartej rano duża grupa tubylców bawiła się w rytmie disco Argentino, prosto z głośników samochodów, o dosyć głośno ustawionych basach. Jakoś przetrwaliśmy tę noc, choć poranek był ciężki. Zimno nie jest, może z 13 stopni. W nocy trochę chłodniej, ale nasze śpiwory dały radę, nawet bez bielizny termicznej było ciepło.

El Calafate

El Calafate

Dzisiaj dzień techniczny. Czyścimy łańcuch, filtry powietrza, regulujemy łańcuchy. Spuszczamy ewentualną wodę z odstojników gaźnika i różne takie. Po południu zakupy, lody (oczywiście nie umywają się do tych z Villa Gesel), nawet te z dodatkiem jagód calafate, podobno dostępnych tylko tutaj. Kupujemy mięso i znowu wieczorem grillujemy. Pieczemy też papryczkę i bułki. Jakiś miły pan, campingujący tuż obok, obdarował nas drewnianą paletą. Ognia a ognia dziś mamy. Grzejemy się więc, bo jednak wieczorem i w nocy temperatura trochę spada, nie ma więcej jak 6-7 stopni. Jutro chcemy pojechać zobaczyć lodowiec Perito Moreno, a na wieczór wrócić na camping. Temperatura ma się znacznie podnieść. Trochę na to czekamy, go kurtki trochę nam obrzydły.

Napisz do nas
Facebook
YouTube