Chile – sto trzynasty dzień wyprawy

Mechanik w San Pedro de Atacama

Mechanik w San Pedro de Atacama

Plany planami, a los zgotował nam na dzisiaj kilka niespodzianek. Obudziliśmy się rano, Krzysiek dalej przeziębiony, zakatarzony i trochę nie do życia. Przez godzinę zastanawialiśmy się czy wstawać, czy nie, czy jechać, czy nie. Motocykl, a w zasadzie akumulator podjął za nas decyzję. Rozładowany akumulator nie pozwolił na żaden manewr. To zepsuł się nam regulator napięcia.  W akumulatorze nie zostało prawie nic elektrolitu, wyparował. Winny temu jest wspomniany regulator, w którym najprawdopodobniej spaliły się diody i podaje za duże napięcie. Postanowiliśmy kupić nowy regulator i/lub nowy akumulator. Okazuje się, że w małej mieścinie San Pedro de Atacama, nie jest to takie łatwe, ba, jest zupełnie niemożliwe. W ogóle znalezienie jakiegoś sklepu z częściami samochodowymi jest niemożliwe. Znaleźliśmy warsztat, bardziej wulkanizacyjny niż naprawczy, ale dwóch przemiłych Chilijczyków próbowało nam pomóc. Myśleli, myśleli i niewiele wymyślili. Podali nam namiar na jednego mechanika i tyle. Chcieli nam też dopasować regulator od swojego skutera, ale był tak maleńki i miał za słabą moc, żeby pasował. Przy okazji dowiedzieliśmy się jeszcze, że na trasie, którą będziemy jechać do granicy z Argentyną, roztrzaskał się na motorze Brazylijczyk. Wiemy, bo Chilijczycy na głos się zastanawiali, czy może z rozbitego BMW, który stoi, a raczej leży przy budynku odprawy celnej, nie da się wyciągnąć tego regulatora.

San Pedro de Atacama

San Pedro de Atacama

Nie powiem, już byłam spanikowana, że tą trasą pojadę, bo wiedzie ona przez góry i to nie byle jakie góry. Granica, którą będziemy przekraczać, jest położona na 4.230 m n.p.m.

W każdym razie regulatora brak, akumulatora brak. Jedziemy na poszukiwanie warsztatu mechanika. Nie jest to łatwe. W ogóle mamy wrażenie że to dziwne miasto, wszyscy poukrywani za swoimi bramami. Tylko niektóre sklepy i hotele mają szyldy. Inne „instytucje” są pochowane. Jeden mechanik niby jest w bramie, bo przez szpary widzimy zestawy narzędzi, niestety jest zamknięte. Kolejne miejsce, gdzie ma być szansa na zakup akumulatora – również nieczynne. Brama zamknięta.

Podpytujemy ludzi na ulicy, ale niewiele to daje. W końcu zaczepiamy motocyklistę, który akurat przejeżdża i wygląda na miejscowego (nie jest obładowany żadnym bagażem). Wskazuje nam miejsce tuż za rogiem i trafiamy wreszcie do warsztatu. Niezły bajzel, ale ma akumulatory, co prawda używane i ofiaruje się (za kasę oczywiście), że może nam naładować nasz akumulator. Zgadzamy się z chęcią, przywozimy mu akumulator i idziemy na zakupy.

Dzisiaj będziemy robić racuchy z jabłkami. Kupujemy mąkę, drożdże, jabłka. Pieczemy. Korzystamy z tego, ze w naszym hotelu jest możliwość używania kuchni. Co prawda wygląda to również na kuchnię właścicieli, ale się tym nie przejmujemy. Pieczemy pyszne racuchy i objadamy się przez długi czas.

SONY DSC

Później krótki spacer po mieście i spokojnie wróciliśmy do hotelu, umyliśmy się i położyliśmy do łóżka. Nagle łóżko zaczyna się trząść. Myślałam że to Krzysiek, spojrzałam na niego, on na mnie – „łóżko się trzęsie” – mówię. I dopiero do mnie dotarło, że się trzęsie, ale nie łóżko, tylko ziemia. Trzęsienie ziemi! Wyskoczyłam na równe nogi z łóżka. Podłoga w prawo i w lewo się unosi. Szybko naciągnęliśmy spodnie na siebie, w tym samym momencie zgasło światło. Wyłączył się prąd w całym mieście.  Wybiegliśmy z pokoju. Na parkingu stał już właściciel ze swoja żoną i dzieckiem. Nikogo więcej w tym małym hotelu nie było poza nami. Właściciel był bardzo zdenerwowany. Powiedział nam, że to się nie zdarza, żeby tutaj, w San Pedro de Atacama były wstrząsy. Jeśli tutaj są, to znaczy że są to wstrząsy wtórne, a gdzieś dalej, na wybrzeżu, było naprawdę duże trzęsienie ziemi.   Dał nam diodową lampę, poszliśmy do pokoju, znowu się położyliśmy i próbowaliśmy zasnąć. Trochę było z tym kiepsko po tak niecodziennych i emocjonujących dla nas przeżyciach. Przygotowaliśmy sobie na wszelki wypadek ubranie blisko, kasę i dokumenty blisko, żeby w razie czego chwycić co najważniejsze i uciekać z budynku. Na szczęście wstrząsy się już nie powtórzyły. Spaliśmy naprawdę dobrze.

Napisz do nas
Facebook
YouTube