Boiwia – Dzień 265

Dzień dwieście sześćdziesiąty piąty  15.06.2019

Wyjeżdżamy z Trinidad…. Przed nami droga ma być już podobno tylko asfaltowa, tak piszą w Wikipedii i mówią lokalni mieszkańcy, których pytamy o informację … zobaczymy. Trinidad położony jest na wysokości 155 m n.p.m w departamencie Beni. Cały departament zajmuje około 2/3 powierzchni Polski i panuje tu gorący i wilgotny klimat. Mamy możliwość codziennie odczuwać na własnej skórze te upały i oblepiającą wilgoć. Zaraz za miastem płacimy kilka boliwianów opłaty i jak się okazuje jedziemy całkiem dziurawym asfaltem :) Jak tu wierzyć informacjom z internetu. Ale jest już o niebo lepiej, niż przez ostatnie dni, bo nie kurzy się tak bardzo.

W planach mieliśmy dziś dojechać gdzieś przed Santa Cruz. Dlatego mocno się nie spieszyliśmy. Po drodze tradycyjnie już zatrzymujemy się gdzieś w ustronnym miejscu i wyciskamy sok z pomarańczy. Trzeba korzystać puki są. Zresztą staramy się zawsze jeść owoce lokalnie rosnące. Zawsze to sporo taniej i maja wtedy dużo lepszy smak.

Zatrzymujemy się w San Ramon, po przejechaniu około 360 km. Miejscowość taka jak wiele jej podobnych w tej części Boliwii. Znajdujemy lokalny market, uzupełniamy zapasy pomarańczy… Na noc decydujemy się zostać w Hoteliku  szumnej nazwie Residencial Guzman. Pokoik z klima i parking dla Defendera zadowalają nas za cenę około 140 BOB (75 PLN). Zaraz obok wypatruję myjnie samochodową. Zamawiamy kompleksowe mycie auta, aby pozbyć się całego brudu z prawie 2 tygodni jazdy. Okazuje się, że chłopaki robią to solidnie i spędzam tam prawie 2 godziny…

 

——————————————-