image008

Boliwia – Dzień 270

Dzień dwieście siedemdziesiąty  20.06.2019

Poranek w Villamontes chłodny, bardzo chłodny, żeby nie powiedzieć, że zimny. Wczoraj zdecydowaliśmy sie ponownie na pokój w hoteliku przy samym centrum. Chociaż ta chyba zbyt szumne określenie. Hotelik nawet niczego sobie, pomimo że zimny w nocy. Jednak śniadanie które było w cenie totalnie nas rozbroiło, czemu się jeszcze nie nauczyliśmy że to standard w Boliwii. No chyba, że w dużo droższych hotelach jest lepiej, tego nie wiemy, nie sprawdzaliśmy… :) Na stole w jadalni” znajdujemy 3 kartoniki z kawa rozpuszczalną, herbata i mate. Poza tym termos z mlekiem i dystrybutor ciepłej i zimnej wody… full wypas jednym słowem. Zatem rezygnujemy ze śniadania…A dodając po prawdzie to pani osbługująca, która po jakimś czasie wyłania się zza drzwi, szykuje tosta z serem i tą nędzną wędliną tutejszą ale i tak tego nie jemy. Jakoś nie zachęca…

dav

Odbieram auta z parkingu kilka uliczek dalej i ruszamy w drogę.Jeszcze tylko zatankować…Takie praktyki, takie prawo, że jak nie jesteś Boliwijczykiem, płacisz więcej za paliwo….
Pierwszy raz musieliśmy iść na stację z kanistrami…. Do tej pory nam się udawało zatankować do zbiornika w „normalnej” cenie, ale w Villamontes nie udało się. Na stacji benzynowej miła pani, mówi, że cena dla obcokrajowców to 8,88 bolivianów i nie ma zmiłuj się. Normalna cena to 3,72 boliviany…. jest o co walczyć… (Jeden BOB, to około 0,54 PLN). Próbujemy na drugiej stacji… to samo… Ale kobiecina jakby lekko zmiękła i mówi, że jak odjedziemy ze stacji, tak żeby nie było widać auta i przyjdziemy z kanistrem, to nam naleje za lokalną cenę.
No cóż… trafiło na moją żonę….

dav

Zaraz za Villamontes droga zmienia się całkowicie. Przyzwyczajeni już od jakiegoś czasu do prawie płaskich przestrzeni, ponownie przyzwyczajamy się do gór. I to ie byle jakich. Z każdym zakrętem droga staje się bardziej wymagająca. Już dawno zmieniła się w szutrową. A teraz zwężyła się znacznie i miejscami zmieści się tu tylko jedno auto. Gorzej jak musimy minąć się z ciężarówką. Trzeba obserwować dokładnie drogę ciągnąca się wzdłuż kanionu, aby uniknąć niespodzianki spotkania się z jakimś autem na jednym z przewężeń nad urwiskiem.

image007 image006

DCIM153MEDIADJI_0075.JPG

DCIM153MEDIADJI_0070.JPG

DCIM153MEDIADJI_0075.JPG

Dojeżdżamy do miejscowości Palos Blancos. Ponownie jesteśmy cali w piasku, wewnątrz też. Może nie tak dramatycznie jak ostatnio, ale nasze czyszczenie auta chyba poszło na marne… Za kolejna miejscowością Entre Rios szukamy miejsca na nocleg. Na jednym z odcinków zjeżdżamy nieco w lewo na stary fragment drogi, zarośniętej krzakami. Osłonięci i niewidoczni możemy czuć się w miarę bezpiecznie z dala od ludzi…

—————————————