dig

Boliwia – Dzień 311

Dzień trzysta jedenasty 31.07.2019

Budzimy się rano w totalnie oszronionym samochodzie. W środku znowu szyby zamrożone. Budzimy się to też za duże słowo, budziliśmy się kilka razy w nocy szczękając zębami… ogrzewanie nie działa tak wysoko w górach. Po drugie oczywiście mamy lekkie problemy z oddychaniem, w końcu śpimy na 3700 mnpm, to nie byle co, o zdrętwiałych dłoniach już nie wspominam. W każdym razie oboje tej nocy słabo spaliśmy, więc już o siódmej ruszyliśmy jak tylko słońce nieśmiało wstało zza wzgórz.

dav

dav

mde

dav

Dojechaliśmy do La Paz, a właściwie do El Alto. Przyjechaliśmy ponownie do Pedra którego poznaliśmy prawie dwa miesiące temu. Tym razem szukamy pomocy mechanicznej. Pedro ma warsztat i bez zadawania zbędnych pytań zabiera sie za ponowna regulację zaworów. I jaksie okazało miałem słuszne podejrzenia, że mechanik w Iquiqe coś sfuszerował…. Kilka zaworów nie miało prawie wcale luzu, przez co silnik nie pracował prawidłowo. Pedro koryguje ta usterkę. W między czasie oddajemy popsuty alternator do warsztatu obok. Okazuje się, że ponownie zepsuło się przednie łożysko tym razem blokując się całkowicie. Pomocnik Pedra jedzie kupić lepszej jakości kolejne, aby uniknąć ponownej awarii na drodze.

dav

dav

dav

W między czasie zostajemy zaproszeni przez Pedra na obiad do pobliskiej knajpki. Gadamy sobie o różnych sprawach osobistych i trochę o polityce w Boliwii… Potem zostaje nam jeszcze jeden temat mechaniczny do załatwienia. Mamy zepsute sprzęgło wiskotyczne, które odpowiada za prawidłowe chłodzenie silnika. Z powodu braku dostępnego nowego, znajdujemy warsztacik gdzie regeneruje się te rzeczy.

Wczesnym popołudniem żegnamy się wylewnie z Pedro, który nie chciał od nas ani grosza za pomoc. Dostajemy jeszcze czapeczki na pożegnanie…

dav

 

KOńczymy całą operację o 16.30. Późno, ale co zrobić. Jedziemy do hotelu. Znowu jest to hotel Madryt. Wiemy, że tam chcemy, to najtańszy hotel tej klasy jaki znaleźliśmy kiedykolwiek w Boliwii. Jest czysty, to najważniejsze i ze śniadaniem. Całkiem przyzwoitym.

Krzysiek trochę pracuje na komputerze, ja zasypiam szybko, by obudzić się o 23.00 po trzech godzinach. Jest ciepło, grzejnik grzeje, łóżko szerokie i ciepła woda w łazience. Czego chcieć więcej???