Kolumbia – Dzień 638

Dzień sześćset trzydziesty ósmy- 22.06.2020

Niby dzień jak co dzień. Lubimy poniedziałki, bo „coś” się zaczyna dziać. Odzywają się różni ludzie z Polski i można coś zaplanować czy nawet trochę coś porobić. Dziś niestety dłuższa robota, bo zapomniałam, że zapomniałam (…cóż za styl…) o PIT-28. No dobrze. Zrobiłam profil zaufany za pośrednictwem mego banku, potem napisałam czynny żal i wysłałam on-line do US. Po czym zrobiłam szereg różnych rzeczy, bo się okazało, że od 1 stycznia zmieniły się przepisy i teraz są mikro rachunki, trzeba generować swój numer indywidualnego rachunku podatkowego. Wszystko niby proste, a wymaga czasu i grzebania, bo jak się w tym wszystkim nie siedzi na bieżąco, to różne niespodzianki lubią wyjść. Dużo też jest takiego poczucia, że się czegoś tam nie łapie, bo jednak żyjemy tu w totalnym „odcięciu” czytaj takim jakby odrealnieniu od spraw związanych z Polską i całym tym działaniem tam, na miejscu.

Poza tym dla wzmocnienia i otrzeźwienia z powodu upałów pijemy kolejne kawy. Testujemy różne gatunki. W końcu jesteśmy w Kolumbii. Jednak paradoksalnie za wielkiej euforii smaków nie ma. Jak do tej pory znaleźliśmy jedna markę lokalną, która przypadła nam do gustu. Jednak z powodu tego że oszczędzamy to po tym jak skończyła się paczka kupujemy jakieś tańsze, chociaż gorsze smakowo….

———————————–