Kolumbia – Dzień 640

Dzień sześćset czterdziesty- 24.06.2020

Gdyby komuś była za mało wrażeń związanych z wirusem, to wczoraj było trzęsienie ziemi… Co prawda nie u nas, ale całkiem niedaleko, bo w Meksyku. I to silne. Na nas to chyba nie ma żadnego wpływu ale relacje w telewizji były nawet dramatyczne miejscami. Ewakuacja szpitali w stolicy Meksyku. Alert tsunami na wybrzeżu. Mnóstwo ludzi w panice, a na filmikach i relacjach trzęsące się budynki, samochody i pękające ściany. No cóż, matka natura nie daje nam powodów do nudy…

Kolejnych powodów do nudy nie dają nam też Kolumbijczycy. A dokładnie strażnicy przy wejściu do „naszego” sklepu. Po odstaniu w kolejce w samochodzie na wjazd na parking, okazało się że nadgorliwa pani na wejściu dokładnie przyglądnęła się wszystkim numerom i stwierdziła że jedno z nas nie ma prawa wejść do sklepu w dniu dzisiejszym… No to klops!.

Z mocno się nie kłóciłem , bo to właśnie ja nie miałem prawa wstępu, ale w przypływie irytacji z lekka skrytykowałem rząd i prezydenta Kolumbii za takie przeciąganie izolacji ludzi już kilka miesięcy. Po mnie dla pocieszenia nie wpuszczono jeszcze kolejnych kilku osób. Także problem dotyczy jak widać wszystkich mieszkańców Kolumbii. Ludzie powoli zaczynają się wkurzać i niecierpliwić.

Na ulicach widać już samowolnie pootwieranych większość sklepików i warsztacików. Sporo z nich stwarza pozory zamkniętych, ale za małą przegrodą z taśmy lub uchylonymi drzwiami funkcjonują normalnie, lub obsługują klientów na zewnątrz…

———————————–