Kolumbia – Dzień 643

Dzień sześćset czterdziesty trzeci- 27.06.2020

W Kolumbii i zresztą w innych krajach rejonu, najbardziej wkurzające są zasady, a raczej ich brak w ruchu drogowym. Podobnie jak z punktualnością im wyżej na północ w Ameryce Południowej, tym zasady na drodze są „sobie a muzom”. O ile Chilijczycy czy Argentyńczycy w miarę respektują zasady drogowe, to już w Boliwii jest o to trudno. W Peru jak sami wiemy z doświadczenia, na drogach rządzi prawo dżungli, kto szybszy i większy ten lepszy. Ekwador nie jest lepszy pod tym względem, zwłaszcza że tam jak się spowoduje wypadek, to profilaktycznie idzie się do wiezienia. Aż do wyjaśnienia sprawy. Słabe. Ale Kolumbia, zwłaszcza na wybrzeżu karaibskim, w Santa Marta, to po prostu woła o pomstę do nieba. Po pierwsze kierowcy aut są szaleni, nie używają kierunkowskazów, nie mają często świateł stopu, jeżdżą zbyt wolno, wciskają się na siłę, nie patrzą na boki przy włączaniu się do ruchu. Luzik, gorsi są motocykliści. Motocykle jakby są wyłączone z wszelkich zasad. Jeżdżą na czerwonym, także może się spodziewać znienacka motoru na skrzyżowaniu, wciskają się z lewej i prawej. I trąbią. Bo to taka oznaka, że „jadę i uważaj”.

Od motocyklistów gorsi są tylko taksówkarze. W żółtych swoich maszynach polują w mieście na ofiarę, to znaczy klienta, jadą wolno w niektórych newralgicznych miejscach tętniącego życiem miasta i trąbią, trąbiąc zachęcają do skorzystania ze swoich usług. To ciągłe używanie klaksonu w krajach Ameryki Południowej jest co najmniej irytujące. żeby nie użyć słów mocniejszych…

———————————–