Peru – Dzień 379

Dzień trzysta siedemdziesiąty dziewiąty    07.10.2019

Pierwszy poranek po powrocie do Peru nie zapowiadał takiego rozwoju wypadków jaki potem się wydarzył i jaki nam zgotował los, ale może opiszę wszystko po kolei… Obudziliśmy się dosyć wcześnie po jakichś 5 godzinach snu. Nie całkiem wyspani, ale już na tyle wypoczęci, żeby rozpocząć dzień. Pierwsza sprawa, to zobaczyć w jakim stanie jest auto pozostawione w Limie przed miesiącem i je odebrać. Hotel mamy specjalnie znaleziony blisko parkingu, aby za daleko nie chodzić. Kiedy zjawiamy się tam około 9 rano brama jeszcze jest zamknięta. Znając już okolicę udajemy się na pobliski market zjeść śniadanie. Zamawiamy dwie porcje zupy, coś jakby rosół, tylko że ze szczypiorkiem, limonką, makaronem i ziemniakiem.

dav

Po powrocie na parking okazuje się, że auto stoi jak go pozostawiliśmy, tylko nie możemy za bardzo go w tej chwili zabrać, ponieważ jest zastawione innymi naprawianymi pojazdami. Uzgadniamy więc, że wrócimy za jakiś czas, a w międzyczasie idziemy do hotelu odebrać bagaże i wymeldować się z niego.

nowe001

Wyjeżdżamy wreszcie naszym Defenderem ponownie na ulice Peru. Silnik odpalił bez problemu po miesiącu za pierwszym razem, jakby z niecierpliwością czekał na ten moment powrotu na szlak…

Po umieszczeniu bagaży wewnątrz i posprawdzaniu wszystkich elementów auta skierowaliśmy się w stronę warsztatu mechanicznego, który zajmuje się naprawami Land Roverów. Chcieliśmy wymienić oleje i filtry, oraz posprawdzać wszystko co trzeba przed kolejnymi przygodami… Ulice o tej porze dnia w Limie nie są jakoś bardzo zakorkowane. Podjeżdżając do jednych z licznych świateł na drodze trzypasmowej nagle poczuliśmy bardzo silne uderzenie w z tyłu. Zaskoczenie było ogromne. Co się stało ??

nowe021 nowe022 nowe026

W lusterkach przed sekundą nic nie było widać, teraz też nie ma żadnego auta, pomimo że wypatruję intensywnie. Zjeżdżamy na pobocze i po chwili już wszystko jasne. Na środku drogi leży motocykl z kompletnie rozwalonym przodem, a obok motocyklista! Wszystkie auta z tylu na szczęście wyhamowały. Jednak jak to w Ameryce Południowej, po kilku chwilach zaczynają trąbić i próbują ominąć całe zdarzenie. No to się narobiło. Pierwszy dzień po powrocie i taka akcja. Ludzie pomału pomagają leżącemu chłopakowi, dzwonią na pogotowie itp. W kilka minut podjeżdża karetka i zabiera poszkodowanego. Chyba nie jest tak źle jak wyglądało na początku. Ma zdaje się złamany obojczyk i coś z nogą. Ale prawie wstał o własnych siłach, więc będzie OK.

Do nas podchodzi przejeżdżający patrol policji. Nie są jakoś mocno zainteresowani tym, aby jakoś uporządkować ruch na drodze,zabezpieczyć miejsce wypadku itd. Jakoś mnie to szczególnie już nie dziwi w Peru…

Po jakiejś godzinie na drodze policja każe nam jechać za nimi na posterunek. Zaczyna się cała akcja z pisaniem dokumentów i załatwianiem formalności. W między czasie dzwonimy do ambasady i do naszego ubezpieczyciela. Obie rozmowy kończą się fiaskiem dla nas, bo nie uzyskujemy żadnej pomocy ani wsparcia. Sprawdza się powiedzenie: „Radź sobie człowieku sam…” Siedzimy na komisariacie około 3 godzin i nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się czemu to tak długo trwa. Po tym czasie okazuje się, że będą mi robić test na obecność alkoholu. Następuje kolejna godzina poszukiwania auta policyjnego, które ma nas zawieźć do szpitala.

Szpital okazuje się trochę większym komisariatem policji, gdzie mają stanowisko do badania nietrzeźwych kierowców. Na dodatek tuż przed badaniem wymuszają na nas, pomimo sporego oporu, opłatę za to badanie w wysokości 41,3 Sol. To już jakieś kuriozum chyba 😉 Nie dość, że człowiek jest ofiarą i poszkodowanym, to jeszcze ma płacić za to że będą go kłuć… !

Wracamy na poprzedni komisariat i dowiadujemy się po kolejnej godzinie czekania, że z motocyklistą nie jest źle, opatrzyli go i „odpoczywa” w szpitalu. My natomiast pozostajemy właściwie z niczym ponieważ nie miał ubezpieczenia…! Po bliższych oględzinach stwierdzamy, że wypadła tylna szyba boczna, wgiął się dach, który przesunęła drabinka. Stopień tylny wepchnął lewą część tylnego pasa ramy… Nie jest dobrze…

nowe050 nowe043 nowe048 nowe037

Około 18, jakieś 6 godzin o zdarzeniu opuszczamy komisariat mocno wykończeni. Decydujemy się jechać do hostelu niedaleko centrum, który miał parking dla naszego auta. Będziemy myśleć co robić dalej później. Na razie brak sił i idziemy spać…

—————————