Przez Atlantyk – jedenasty dzień wyprawy

Znowu zaspaliśmy. Wczoraj późnym wieczorem ruszyliśmy dalej w stronę Dakaru, a w nocy zaczęło bujać. Ale tak bujać, bujać. Tak naprawdę. W nocy budziłam się kilkakrotnie, coś spadło z biurka, Krzysiek się zerwał w nocy, była 4 i zbierał z podłogi butelki z piciem i kubki. Potem tak o wpół do szóstej się ocknęłam i nie mogłam zasnąć. A jak już zasnęłam to znowu zaspaliśmy na śniadanie i do drzwi zapukał Giuseppe. Śniadanie jakoś zjedliśmy, a później to już tylko leżenie, bo szkoda marnować energię. Jeden film, drugi film. Dobrze ze jest dvd i na dużym ekranie można wszystko oglądać. Na lunch ośmiornice i kalmary, pasta i jakieś inne paskudztwa. Za dużo nie jemy, pijemy colę i znowu do kabiny, znowu na łóżku…  Odpoczywamy. To znaczy niwelujemy skutki bujania.

Ciągłe sprawdzanie na GPS gdzie jesteśmy
Ciągłe sprawdzanie na GPS gdzie jesteśmy

Trwają spekulacje co do pochodzenia kucharza i jego umiejętności. Jens twierdzi, że on ciągle jest na prochach.  Po pierwsze, żarcie do niczego, po drugie, ciągle w kuchni słucha na fula techno.

Mój mąż twierdzi, że smak nie jest ważny w tych okolicznościach, chodzi raczej o napchanie organizmu, żeby miał energię. Wczorajsza zupa na kolację przeszła samą siebie – drobna biała fasolka (skądinąd pyszna) wyglądała jak wyciągnięta z puszki i podgrzana. Dzisiejszy obiad – no nieszczęście. Makaron w czerwonym sosie ale z fragmentami skorupek, a raczej ze smakiem owoców morza. Po znalezieniu ości – rezygnujesz z sosu.

Drugie danie – hmmm ta ośmiornica z ziemniakami. Ciekawe doznanie smakowe…

Lądowisko dla helikopterów na pokładzie.
Lądowisko dla helikopterów na pokładzie.

Mój mąż przeprowadza badania kliniczne na sobie. Obserwuje Siebie przed i po zażyciu lokomotiv. Na razie czekamy.  Po kilku godzinach nie widzi  różnicy. Odstawia tabletki, nie ma sensu ich brać, właściwie nie działają.

Mnie w sumie nie mdli, co prawda trochę w głowie wiruje, ale na pewno nie można tego porównać do stada gwiazd. Objawów nudności u mnie brak. Ale boli pępek. Dziwnie…