129. Koniec podróży???

129 dzień podróży

No i nie dojechaliśmy wczoraj do Fairbanks. To znaczy dojechaliśmy, ale nie Defenderem… Ale może po kolei… jedziemy sobie spokojnie bez pośpiechu i jakieś parędziesiąt może km od Delta Junction nagle jakiś dziwny hałas, mówię do Krzyśka, zjedź, coś jest nie tak. Akurat jakaś zatoczka była, jakiś parking, jakaś naprawa łodzi obok drogi.

Zjechaliśmy zatem, ale okazało się że auto w ogóle nie jedzie, w ogóle się nie rusza do przodu. Silnik pracuje, biegi wchodzą, ale po puszczeniu sprzęgła Defender w ogóle się nie rusza.

Przez dłuższy cza próbowaliśmy zdiagnozować co się w ogóle stało, bo taka sytuacja nigdy się nam nie zdarzyła. W końcu zdecydowaliśmy, że trzeba samochód na lawecie przewieźć do Fairbanks. Zawsze to jakaś cywilizacja i większa możliwość manewru.

Szczęśliwie (chyba) na terenie gdzie stanęliśmy była jakaś firma zajmująca się naprawą czy serwisowaniem łodzi. Wyszedł stamtąd jakiś człowiek. Pomógł nam zadzwonić do naszej ubezpieczalni, oni z kolei ogarnęli lawetę, niestety musieliśmy dopłacić 120 USD, ale szybko i sprawnie, bo ubezpieczalnia wysyła link na telefon, więc jest to szybka operacja. Notabene bez internetu nie do przeprowadzenia…

Laweciarz zadzwonił do naszego dobroczyńcy i mówi, że może zabrać tylko samochód, bez kierowcy (i pasażera). Kolejny problem. W ogóle kuriozalne, ale to tak na marginesie. W każdym razie nasz uprzejmy już prawie znajomy odpalił swojego Cadillaca z 1976 roku i za jedyne 100 dolarów zgodził się nas zawieźć do Fairbanks w ślad za lawetą z naszym Defenderem.

Krzysiek powiedział, że samo holowanie czy dojazd do Fairbanks to dopiero początek góry lodowej i jak się później okaże, jak zwykle miał rację…

Przyjechaliśmy do Fairbanks około 18.00. Zaczęliśmy diagnozę na własną rękę, bo warsztat, gdzie zdecydowaliśmy się przetransportować auto jest czynny tylko do 17.00 . W pobliżu były jakiś sklepy, także coś jedliśmy i kupiliśmy coś do picia.

wykończeni poszliśmy spać, licząc że coś się jutro wydarzy…coś pozytywnego oczywiście…

Niestety poranek nie zaczął nas napełniać optymistycznie. Firma gdzie trafiliśmy jest dosyć dużym, wyspecjalizowanym warsztatem. W sumie nie rozmawia się z mechanikiem, tylko panem obsługującym, wiec ten proces komunikacji się wydłuża. Do 12 czekaliśmy na jakąś diagnozę, potem się oczywiście okazało, że nie możemy przecież tam stać i czekać, w kontekście naszego ewentualnego nocowania w aucie. Zaczęliśmy wobec tego się ogarniać. Najtańsze opcje to hostel za 90 USD, albo Airbnb za 130 ( z opcją zniżki przy tygodniowym pobycie). Wybraliśmy to drugie. Żona właściciela warsztat odwiozła nas do tego miejsca.

Ciągle żadnej diagnozy. Czekaliśmy i czekaliśmy ale się nie doczekaliśmy.

Pan robi wstępną diagnozę….

Wstępnie ustalono że może reduktor, może skrzynia biegów, może sprzęgło… Nic pewnego, tylko przypuszczenia.

Wieczorem jesteśmy już padnięci i wykończeni idziemy spać

06.07.2023