Chile – Dzień 165

chile (28)

Dzień sto sześćdziesiąty piąty 07.03.2019

Rano budzi nas deszcz. Co prawda ten deszcz już w nocy dał o sobie znać i mocno bębnił w blachy samochodu, ale dopiero rano na dobre zorientowaliśmy się że pada. Niby niewielki deszcz, ale każde wyjście na zewnątrz na czas dłuższy niż 5 minut powodował, ze ciuchy były mokre. Do południa mitrężymy czas. Niby czekamy aż przestanie padać, niby oglądamy jakiś serial, który mamy ściągnięty na komputerze, jemy śniadanie (awokado, pomidor, jajka na twardo). Zbieramy się i jedziemy dalej. Mijamy Pinto, a później dojeżdżamy do Chillan, gdzie zatrzymujemy się w centrum miasta na strzeżonym parkingu i idziemy na zakupy.

chile (27)

Trafiamy na lokalny rynek, gdzie pełno owoców, truskawki, brzoskwinie, winogrona. Dużo warzyw, szczególnie liści przeróżnych – od pietruszki, przez selera po bazylię i inne, na przykład acelga (to takie zielone liście, które używają do różnych potraw, na przykład do empanadas, tart i i innych wynalazków).

chile (32)

Opuszczamy Chillan obładowani zakupami, dużo owoców, szczególnie pyszne czerwone brzoskwinie, mięso do pieczenia na grila na jutro, paprykę (też do pieczenia…) sery i inne pyszności. Podstawowe rzeczy jak jajka, mleko czy masło także.

chile (31)

Ruszamy w kierunku Linares i dalej Talka, gdzie zjeżdżamy kolejnym zjazdem w kierunku Parku Siete Tazas (siedem filiżanek). Zjeżdżamy już niedaleko, na drogę prowadzącą do parku, nie dojeżdżamy jednak tam, tylko po 20.00 zatrzymujemy się na przydrożnym parkingu, jemy małą kolację ( chlebek z serem białym, tutejszym, zwanym Queso de campo) i zasypiamy kamiennym snem.

Napisz do nas
Facebook
YouTube