1131 dzień wyprawy
Wstajemy skoro świt. A Krzysiek to nawet wcześniej. On rusza pierwszy, a półtorej godziny później Ja z Natalką jedzeiemy za nim. Kierunek New Jersey, ale jakieś takie przedmieścia. Jedziemy i jedziemy. POnad cztery godziny. Długo, daleko. Ale nie ma wyjścia.