To już koniec. KOniec sezonu. Teraz ostatnie prace, trzeba wszystko złożyć, zwieźć ogarnąć. Różne działania. Raczej już tylko Krzysiek pracuje, ja się obijam. Robię tysiące innych rzeczy, miedzy innymi tą stronę, prezentację na październik na festiwal Śladami Marzeń w Poznaniu, ogarniamy baner na Wanogę, na której będziemy jako „goście” w miasteczku kamperowym.
Archiwum kategorii: Bez kategorii
Jak wytrwać do końca wakacji?
Po prostu każdego dnia wstawać i podejmować działania. A i tak okaże się, że życie ma dla Ciebie inny plan.
W trakcie naszego pobytu czy raczej naszej pracy zaprzyjaźniliśmy się z Witą, Ukrainką o korzeniach polskich, która swoim dobrym sercem ujęła nas do tego stopnia, że zaprosiliśmy ją na wyjazd do Gdańska i Gdyni.
Lipiec
O ile czerwiec był trudny, a miało byc sympatycznie, to lipiec przmknął bardzo żywołowo. Dynamicznie, męcząco ale i wyczerpująco. Dużo pracy, dużo nerwów, dużo ciekawych i dziwacznych sytuacji. Eksperyment na polu jaki podjęliśmy, tak zwana obserwacja uczestnicząca dała nam się ostro we znaki.
Pierwsze odwiedziny
W czerwcu mieliśmy pierwsze odwiedziny. Najpierw przyjechała Emilka, potem przyjechała Anka, motocyklem. POtem nareszcie nawiedziła nas Iwonka, z którą też się wieki nie widzieliśmy. Wcześniej jeszcze Emilka wpadła, a w połowie czerwca na rowerze z Olsztyna przyjechała Sylwia, siostra Anki, ze swoją paczką.
Buick nareszcie z nami
Jesteśmy w komplecie. Luis, Buick i my. Chwilę to trwało bo agent z Nowego Jorku wysłał nasz samochód byle taniej, czyli jego marszruta trwała i trwała. Płynął i płynął i dopłynął dopiero po dwóch i pół miesiącach. Potem znowu to samo, czyli rozwiązywanie problemów z Urzedem Celnym na szczęście poszło w miarę dobrze.
Witaj przygodo
Na lato zaplanowaliśmy przygodę. Pojechaliśmy do Rekownicy. Zostaliśmy najemnikami na polu namiotowym Głęboczek Na razie, póki początek traktujemy to jako przygodę, a jak będzie to się zobaczy…
Na razie wygląda wszystko tak jak wygląda. Jest maj, na polu namiotowym pusto, wszystko trzeba ustawić, ułożyć, zaplanować.
1110. Pożegnanie z Magdą
1110 dzień wyprawy
Dziś spotykam sie z Magdą. Wydaje sie że to nasze ostatnie spotkanie, ale nie. mamy razem z Krzyśkiem silne postanowienie, że zrobimy wszystko by wrócić na Baja .
Wczeniej z Iwonką jedziemy na pożegnalny lunch do El Encanto.
1088. Choroba
1088 dzień wyprawy
Krzysiek chory, dopadła go ta grypa. Meksykanka, czy jakaś inna Hiszpanka. Ja trochę lepiej, chociaż kaszlę Krzysiek słabo. Ogarniam leki, piorę, sprzątam, ogarniam się. Straszliwy Jet lag. Zmiana czasu jest koszmarna
19.02.2026
973. Decyzja podjęta
973 dzień wyprawy
Czekamy. Czekamy na pogodę. Kolejny dzień. Przemieściliśmy się kawałek dalej, ale też na parking przy Cracer barrel. Tym razem przy Wiliamstown. Siedzimy, czekamy, robię zupę z soczewicy i czekamy. Krzysiek zjada rosół, czytamy, piszemy, omawiamy, dyskutujemy. Trochę obserwujemy ładowanie akumulatoru.
948. Koncepcja i robota
948 dzień wyprawy
Dziś cisza i spokój. Dałam sobie solidny wycisk na porannym treningu, potem śniadanie, praca, grilowanie, rower, kolacyjna sałatka, praca, pisanie, serial na Netflixie dla odmóżdżenia, praca. sen.
Nie ma co się przemeczać. Podróżowanie to proces, a my w międzyczasie też robimy dużo rzeczy.