445. Mr. „gosposia”…

445 dzień wyprawy

Dziś przemycę trochę „prywaty” do tego wpisu z dzisiejszego dnia. W rodzinie nie jest tajemnicą że lubię gotować. I nawet czasem mi to wychodzi. Jest to bardziej „tradycyjny” typ kuchni. Opartej na znanych nam wszystkim polskich smakach i składnikach. A w takich okolicznościach kiedy człowiek jest poza domem przez długi czas, ciągnie nas do polskiego jedzenia. Zatem dziś na główne danie obiadowe zarządziłem pieczeń wieprzową…

Jeszcze wczoraj udało nam się kupić ładny kawałek szynki w jednej części. Co nie jest takie oczywiste w Meksyku. Przeważnie tną oni mięso w dziwny sposób, z reguły razem z kośćmi piłami elektrycznymi. Ale tym razem udało nam się kupić ładny kawałek.

Zatem po porannej wizycie na budowie i zabraniu kilku narzędzi, wróciłem i zabrałem się za gotowanie…

PO południu jedziemy jeszcze do Playa Azul, powiesić obrazy na ścianie. Jutro open house, przychodzą agenci. Musi być pięknie…

17.05.2024

———————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.