1134. Pożegnanie z Luisem

1134 dzień wyprawy

Nadszedł ten wielki dzień. Niestety, stety, na szczęście. Do przodu. Ale jakoś dziwnie. Ale nie ma co tego rozkminiać. Nie ma co rozdzielać włosa na czworo. Tak ma być, trzeba bardziej być twardym, a nie takim rozlazłym i miękkim.

Wyjeżdżamy dziś skoro świt. Ale tak naprawdę skoro świt, przed siódmą rano. Nasz Luis jedzie dziś do portu Baltimore. Tam zostanie załadowany na statek Atlantic Sky, armatora ACL i pojedzie do Europy, do Hamburga. Trzymamy kciuki , żeby mu się nic nie stało i bezpiecznie dojechał.. 🙂

Wjazd do portu okazał się całkiem łatwy. Trzeba parę dni wcześniej zamówić eskortę, lub może można z dnia na dzień. Poszliśmy też do agenta, którego wskazał nas agent IVSS. Miła pani, zadzwoniła do eskorty, że mogą przyjechac po nas, a my im wysłalimy maila ze zdjeciem auta, czego mają szukać. Niby dzwonić nie trzeba moze wystarczyłby mail. W każdym razie do portu może wjechać tylko jedna ooba. Na nic tłuaczenia. Musiałam od bramek się odbić i pójsć piechotą do „punktu”, gdzie zaczęlimy naszą przygodę, czyli pod budynek agencji. Na szczęście niewielki bar był w środku, więc można było kawę wypić.

Krzysiek ogarną sie nadpodziewanie szybko i bez problemu. Eskorta załatwiłą za niego odprawę już na terenie portu, potem jeszcze kontrola wymiaru, dokumentów, czy jest papier na pusty zbiornik gazu i już po wszystkim. Nie dłużej niż godzinę. A potem już przyjechała Natalka, przejechalismy przez Baltimore do domu

06.04.2026

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.