1029 dzień wyprawy
Jakoś tak ciepło się zrobiło, że w nocy aż nie można spać…. Rano wstajemy wcześnie… A potem jedziemy i jedziemy. POnad 200 mil do przejechania. No taka mgła że nie można wytrzymać. Jedziemy, jedziemy i jedziemy. Ale najdłuższe dwie godziny musimy przeczekać w kolejce na prom na wyspę Galvestone, gdzie mamy w parku stanowym zarezerwowany kamping.
Mgła wielka, ale my jedziemy.





Jak tylko się rozstawiamy, to zaraz wyruszamy do Houston. Niby trochę ponad godzinę drogi, ale jednak daleko bo dochodzą korki, stanie długie. Parkujemy w środku miasta, Downtown jest niezbyt ciekawe. Nie mamy planu, nie wiemy co chcemy zobaczyć. Nie chcemy już wydawać kasy na muzea, także odpuszczamy NASA, odpuszczamy w zasadzie całe Houston, tyle tylko ze się przeszliśmy po mieście. Jedziemy do polskiego sklepu i robimy małe zakupy na święta, sernik do sernika, ogórki kiszone, takie tam różne rzeczy. A potem jeszcze zakupy w Costco. Jednak owoce mają dużo lepsze, trzeba przyznać. W Walmartach te owoce są takie drugiej kategorii. Jak wszystko inne. A nawet trzeciej…


A potem już nocny powrót do Galvestone na kamping..


22.12.2025




