154 DeadHorse, Prudhoe Bay. Cel osiągnięty!

154 dzień wyprawy

Poranek jasny, ale jest chłodno. NIśpiesznie odsłaniamy zasłony i obserwujemy karibu, które przechodzą zabłąkane przez drogę w poszukiwaniu pożywienia. Pocieszne czworonogi kłusują swoim śmiesznym chodem i powodują uśmiech na naszych twarzach.

Pijemy kawę, ale odjeżdżamy na śniadanie jakieś parę kilometrów dalej, bo stojący obok nas camperek właczył hałaśliwy agregat. Ludzie dziwni.

Musieliśmy jednak się jeszcze poświecić i wyczyścić szyby, bo nić nie wiedać. Tony błota i piachu są na naszym aucie, zabijając też szyby.

Nieśpiesznie ruszamy w powrotną droe na południe. Szczęśliwie ostatni odcinek kilkudziesięciu km drogi Dalton Highway ma asfaltować nawierzchnię. To dobrze, bo szutry dają się defenderowi mocno w kość. Nie chcemy go katować, bo biedak ma za sobą grubszą awarię skrzyni biegów.

Dziś jest już mniej deszczowo niż wczoraj, czasem nawet prześwituje słońce. Krajobrazy są jakby badziej żywe, zresztą drogą powrotna wbrew pozorom zawsze jest inna. Jedziemy Happy Valley. Bardzo piękne miejsce. Zauważamy rowerzystę na poboczu. Zsiadł z roweru i z daleka macha nam, żebyśmy się zatrzymali. Okazuje się, ze widział wilka niedaleko i się trochę obawia, Podpytuje nas, czy my go wiedzieliśmy. Uspokoiliśmy go, że nie. Zdajemy sobie sprawę, że może to jednak być realne ryzyko, zwłaszcza dla osób bez samochodu.

Okolice te na pewno są pełne niedźwiedzi lisów i wilków. Sami widzieliśmy dwa niedzwiedzie , lisa, Moosa, karibu. Pełno też lokalnych wiewiórek i surykatek. Nie liczymy pełnej gamy ptaków. Raj dla ornitologów.

 Na posiłek zatrzymujemy się już za przełęczą Antigun Pass z pięknym widokiem na góry i dolinę. Dookoła rosną wspaniałe grzyby, ale nie zbieramy ich bo nie mamy pewności co do ich przydatności, nie ryzykujemy zatem i nie będzie grzybów.

Późnym wieczorem docieramy na noc ponownie do punktu Finger Mountain. Zasypiamy w cichości. Piękny zachód słońca, trzy odcinki serialu i morzy nas sen

31.07.2023