933. Ściana deszczu

933 dzień wyprawy

Pogoda nas nie rozpieszcza. Rano troszkę nie padało, a potem znowu zaczęło pada, pote jeszcze bardziej, a potem już normalnie ściana deszczu. Postanowiłam zrobić szybko w Wall pranie i podjęchałam do automatów, pomimo nie najepszych recenzji na google, które twierdziły, że pralki śmierdzą. Nie było tak źle, ale najlepiej też nie.

w każdym razie udało się wszystko wyprać i wysuszyć, zwłaszcza to co się wczoraj w błocie utaplało. Zjedliśmy śiadanie i ruszyliśmy w strone Chicago. Dziś niewielki stosunkowo odcinek mamy przejechać i zanocować gdzieś pod Cabellas, niedalego Siux Falls.

Ale z przyjemnoscią zatrzymaliśmy się w skansenie 1880 town, Wstęp 14 USD na osobę, ale były to bardzo ciekawie wydane pieniądze. Nie ma poczucia straty…

Zwiedziliśmy skansen, gdzie oprócz stylizowanych na Dziki Zachód budynków, jest też całe mnóstwo artefaktów. Jakby tego było mało, jest też duża sekcja pamiątek i eksponatów związanych ściśle z kręceniem słynnego filmu z Kevinem Costnerem „Tańczący z Wilkami”. . Dla mnie to szczególnie ważne bo to ostatni film, na którym byłam z Tatą w kinie, zresztą w Warszawie. To znaczy w mieście Warszawa. Nie mylić z kinem Warszawa w Gdyni….

słynny „gabinet” Johna Dunbara, granego przez Kevina Costnera.

W każdym razie padał deszcz, a nam w ogóle to nie przeszkadzało, bo ten skansen jest po prostu urokliwy. Jest i kowal, i szkoła i kolej, i więzienie z biurem marshalla, czyli urzędnika federalnego, jest i saloon i hotel i dom uciech. Po prostu wszystko, jak to przystało na małe miasteczko. Warto zobaczyć to miejsce…

Potem zupka i w drogę. Po drodze czekała na nas ściana deszczu. Po prostu myśleliśmy że nas zmiecie z planszy. Ale na granicy frontu deszczowego, wszystko ucichło i dalej jechalismy już spokojniej…

Oczywiście nie może być pięknie. Deszcz to nie wszysto. Awaria. to jest to, co tygrysy pasjami lubią. TO jest to, czego się zawsze obawiam, bo jest super problem, nie wiadomo co robić. Jeszcze tech cholerny RV, którego przecież Krzysiek (chyba) sam nie naprawi.

Najpierw niewinnie zaczęło lekko przerywać. Raz. Za 15 minut drugi razy. A potem juz jak jechał pod górkę to po prostu zdechł. Wymyśliliśmy żze to brak paliwa. A leje.. To krzysiek dolał dwa kanistry które mielismy. W deszczu oczywiście. Potem podjechaliśmy na stację Love’s, zatankowaliśmy i tu stanęliśmy. Jutro zobaczymy. To chyba jednak filtr paliwa. mógł byc niewymieniany od nowości… lub od dawna. nie wiadomo. A zrobiliśmy przecież w cholerę km już… Ech…

Oczywiście nie dojeżdżamy do Cabelas, tylko śpimy na tej stacji Love’s, w otoczeniu brzęczących chłodni. Ale to nic…

17.09.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.