989 dzień wyprawy
Zimno. Ale słonecznie. Przenosimy sie dziś na miejsce bardziej nasłonecznione. Głównie także dlatego, że na poprzednim stanowisku na tym samym kampingu było sporo drzew, miejsce było mocno ocienione. To i może jest fajne jak jest gorąco, ale bardzo nie sprzyja swobodnej pracy starlinka. Internet cały czas przerywał. tutaj jest trochę lepiej. Jesteśmy też dalej od wielodzietnej rodziny, która podróżuje starym autobusem. Czyli jest trochę ciszej. Jednak piątka dzieci, czy szóstka chyba, robi rumor. Ale nic.
Hiszpański mech to jeden z najbardziej charakterystycznych widoków południowej Georgii — te długie, srebrzystoszare „włosy” zwisające z dębów wyglądają, jakby drzewa właśnie wróciły z castingu do jakiegoś filmu o duchach. A tymczasem… to wcale nie jest mech.

Naukowo rzecz ujmując, to bromelia — kuzyn ananasa, tyle że znacznie bardziej dramatyczna w wyglądzie i pozbawiona ambicji owocowych. Roślina nie pasożytuje na drzewach; ona tylko na nich „mieszka”, przyczepiona niczym leniwy lokator, który nie płaci czynszu, ale też niczego nie niszczy. Całą wilgoć i składniki pokarmowe pobiera z powietrza, więc praktycznie jest takim roślinnym „freeganinem”.

W Georgii hiszpański mech tworzy klimat rodem z gotyckiego południa — trochę romantyczny, trochę tajemniczy. Turyści kochają fotografować te zwisające kaskady, a lokalni mieszkańcy… czasem narzekają, że plącze się w wentylatory na werandach.
Podsumowując: to nie mech, a bromelia, rośnie jak chce, wygląda jak z bajki i nikomu nie szkodzi. Czyli idealny symbol Georgia vibes.
12.11.2025



