332 dzień wyprawy
Dzisiaj mamy przelot na największa wyspę Hawajów. Wstaliśmy rano znowu wcześnie, ale nic to, bo i tak budzimy się wcześniej. Nie oszukasz jednak organizmu… W każdym razie jeszcze po ciemku, a raczej o brzasku piłam kawę z widokiem na Honolulu, potem zjedliśmy jajecznicę na śniadanie, ogarnęliśmy się, spakowaliśmy się i ruszyliśmy na przystanek autobusowy. Wczoraj byłam sprawdzić dokładnie w którym jest miejscu, żeby zis nie było opóźnienia.
Na lotnisko jeździ bus, w naszym przypadku z plaży Waikiki jest to nr 20, a przejazd kosztuje 3 USD za osobę. To niedużo, biorąc pod uwagę, że Uber bierze około 50 USD ( i więcej, zależy od wielu okoliczności…).

Około 50 minut jechaliśmy na lotnisko, potem szybko w kiosku wydrukowaliśmy sobie boarding pass (przykładasz do czytnika paszport i automat sam drukuje bilecik. )



Chwilę poczekaliśmy na lotniku, a potem rozpoczął się już boarding i wsiedliśmy do samolotu. Sam lot na największą wyspę Hawaii (Big Island) to około 45 minut. Przylecieliśmy i… uderzyło nas gorąco.. Wysiada się z samolotu po trapie, prawie prosto na płytę lotniska. Nie ma żadnego wielkiego czy nawet mniejszego terminala. Nie no, malutki jest…
Potem już jedziemy autobusem z przystanku, takim kursowym z firmy Alamo, pojechaliśmy do tejże wypożyczalni. Bardzo szybko i sprawnie wypożyczyliśmy Jeepa i ruszyliśmy przed siebie.


Wyspa jest bardzo wulkaniczna. Nie ma wieżowców, tak jak na Oahu, jest raczej tak bardziej wioskowo. Na środku wyspy (na całej wyspie tak naprawdę) jest wulkan, który jest najwyższy spośród wszystkich hawajskich wulkanów, a mianowicie Mauna Kea. Jest wysoki na ponad 4 tysiące m n.p.m
Niestety dziś był silny wiatr i droga była od połowy zamknięta, także będziemy musieli tu przyjechać jeszcze innego dnia.


Po około godzinie dojechaliśmy do Kurtistown, gdzie niedaleko już do wynajętego przez nas pokoju airbnb. Nie ma tragedii, pokój czysty, dużo psów, łazienka dzielona, dodatkowy prysznic na zewnątrz.
Kuchnia ładna, przestronna, wyposażona. Zobaczymy jak to będzie…
Po 17, kiedy dotarliśmy na miejsce ogarnęło nas duże zmęczenie. Chyba już dziś nigdzie nie pojedziemy… ruszymy z samego rana…
25.01.2024
———————————-



