331 dzień wyprawy
Dziś oczekiwaliśmy zapowiadanego na popołudnie deszczu. Rano skoro świt, czyli o 8.00 poszliśmy oddać kluczyki i papiery od pożyczonego auta. Wcześniej zjedliśmy śniadanie. Jajka to zawsze dobra opcja, tak też jest i tym rankiem. Dobrze, że w tym mieszkanku, a raczej jego części jest kuchnia. Można bez problemu sobie coś ugotować. Skoro już wyszliśmy oddać auto to zaliczyliśmy także krótki spacer po plaży Waikiki. To tam widać w oddali Damond Head, słynny wulkan, który raczej już nie jest czynny.

Spacerujemy zatem, potem spokojnie przechodzimy wzdłuż kanału, w nieco dalszej linii od brzegu. Kręcimy się blisko domu, wiec około 11 postanawiamy wrócić. Ja idę na basen i do jacuzzi, bo jest dostępne, to dlaczego by nie skorzystać. Woda jest gorąca w Jacuzzi i całkiem ciepła w basenie. No dobra, może letnia…






Hawaje są bardzo ciekawe. Dużo tu Hawajczyków, można ich rozpoznać z daleka. Są lekko ciemniejsi, bardziej korpulentni, niżsi niż „biali ludzie” mają też lekko skośniejsze oczy. Nie tak skośne jak Chińczycy czy Japończycy, ale jednak. Hawaje zostały uznane czy raczej ogłoszone w 1959 stanem USA. Jest to „najmłodszy” stan amerykański. W praktyce, czytając różne informacje, Amerykanie po prostu zaanektowali Hawaje, weszli tu początkowo z kapitałem, zarzucili sieci i tym samym uzależnili jakby Hawajczyków od pieniądza. Tu jest po prostu Ameryka ale trochę inna.

Znakiem rozpoznawczym dla Hawajów jest surfing, deska surfingowa to podstawa. Ponadto tutejsze żółwie, które już widzieliśmy wczoraj (sztuk trzy…) podobno z Honolulu organizowane są wycieczki do pobliskiego morskiego kanionu wodnego, w którym można oglądać piękne okazy żółwi hawajskich.
Druga charakterystyczna rzecz dla Hawajów to zieleń. Fantastyczny klimat powoduje, że zieleń jest tu super egzotyczna. Wiele palm, roślin zielonych i kwiatów, z których niektóre można spotkać w polskich kwiaciarniach. Tu rosną sobie „luzem” na trawnikach czy w przyhotelowych ogrodach.

Symbolem Hawajów jest też kogut. Jest tu (poza miastem rzecz oczywista) dużo kogutów. Nie wiem czemu…
Dziś o 16.00 poszliśmy spełnić moje marzenie i wjechaliśmy na wysokie 18 piętro do sky Waikiki, baru i restauracji z widokiem na wulkan Damond Head i część dzielnicy Waikiki. Wypiliśmy z mężem piwo w całkiem dużym wietrze, ale nic nie zmąciło radości i szczęścia z bycia w tym miejscu.
Wróciliśmy po południu do pokoju i rozkoszowaliśmy się widokiem i sobą.

Życie jest takie piękne…
24.01.2024
———————————————-



