Dzień czterysta pięćdziesiąty ósmy – 25.12.2019
Pierwszy dzień świąt mija nadspodziewanie szybko. Rano śniadanie uroczyste z Tymonem i Augustynem, jest i polska szyneczka, wcześniej mrożona, jest i sałatka z tuńczyka, na którą przepis zdradziła mi Joasia z Mocha, jemy też pyszny tort i sernik, który wczoraj Tymon zrobił z ricotty, czyli takiego tutejszego białego sera, kompletnie różnego od naszego. Potem już ani się człowiek obejrzy, a już trzeba na 11.00 pójść na mszę… Załapałam się jednak na chórki, także spełniam się…
W Guayzimi zwyczajem jest że każdego roku jedna rodzina jest odpowiedzialna za przygotowanie oprawy świąt, wszystkich dekoracji w kościele, a wieczorem I dnia świąt organizują dla całej społeczności obiad, wieczorem wybory księżniczki Bożonarodzeniowej, wśród 5-6 letnich dziewczynek….
My jak już zjemy obiad u rodziny która w tym roku organizowała wszystko, wracamy spokojnie na plebanię, dojadamy to co jest z wczoraj, pierogi, grzybową czy ciasta… pieczemy też szarlotkę. Dzień niby leniwie mija ale nie wiadomo kiedy robi się wieczór… czeka nas jeszcze pieczenie 8 kg indyka. A wiadomo, ze jeden kilogram to 45 minut i trzeba co pół godziny podlewać drób…
———————–











