Ekwador – Dzień 453

Dzień czterysta pięćdziesiąty trzeci – 20.12.2019

Budzimy się w tym nieszczęsnym Limon Indanza. Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze, czyli nie działa auto nie dostaje się paliwo do układu.  Sprawdzamy wszytko mozolnie od nowa, ale okazuje się, że jest coś zapchane jeszcze przed pompką paliwa. Na szczęście staliśmy na stacji benzynowej, a obok warsztat i myjnia samochodowa. Pożyczyliśmy od gościa sprężarkę i jakoś przepchaliśmy. Coś jest w zbiorniku paliwa… coś jest nie tak. Myśleliśmy że to problem z odpowietrzeniem, a okazuje się, że jednak chyba brudne paliwo. Trzeba coś będzie z tym zrobić, ale to już jak dojedziemy do Guayzimi…

image018

Ruszamy. W Gualaguiza jemy obiad, zupa trochę dziś inna, bo pływają w niej yuka i banany w plastrach i kawałek mięsa. Ale całkiem dobra. Na drugie ryż i niedopieczony kurczak, ale już machamy ręką za 2,5 USD… o 17.00 dojeżdżamy do Guayzimi, nie obyło się oczywiście bez przygód, bo na szutrowym odcinku 30 km przed celem, silnik znowu zaczął się krztusić i już myśleliśmy, że nie dojedziemy, ale się nagle odblokował. Na jutro koniecznie musimy coś z tym zrobić i załatwić sprężarkę.

—————————-