107. Glaciar Park

107 dzień wyprawy

Rano mieliśmy włączony budzik na 5:15. A to z prostego powodu, żeby wjechać do parku przed 6 rano, ponieważ od 6:00 obowiązuje w Parku Glaciar wjazdowy system rezerwacji, aż do godziny 15.00. Wobec tego, można wjechać bez rezerwacji, ale do 6:00 i po 15:00. Wybieramy pierwszą wersję. Wstajemy skoro świt i jedziemy. Mamy blisko. Dojeżdżamy i przez pierwsze kilka km w parku jesteśmy lekko zdegustowani, bo stoimy w korkach, na początku drogi bowiem trwają wczesne przygotowania do robót drogowych (pewnie później jest jeszcze gorzej). Ale już po kilku czy kilkunastu km jedziemy Going to The Sun Road, czyli drogą „jadąc do słońca”, rozkoszując się widokami. Niestety nie jest to pełna rozkosz, bowiem jest pochmurno, a po godzinie zaczyna padać. Jedziemy najpierw wzdłuż jeziora McDonald wspinając coraz wyżej i wyżej. Droga wykuta w skale, ale w zasadzie cay czas asfaltowa.

Mijamy kolejne punkty widokowe, na których się zatrzymujemy, podziwiamy i rzeki i jeziora, a w miarę jak się wspinamy kolejne wodospady, wodospadziki i cieki wodne na skałach. Wszystko wygląda niesamowicie. Pewnie wygadałoby jeszcze bardziej niesamowicie, gdyby tylko wyszło słońce, albo chociaż nie padało. Niestety kiedy dojeżdżamy do Logan Pass, czyli przełęczy to już śnieg z deszczem zacina i watr dopełnia obrazu.

Wychodzimy do Visitor Center, chwilę odpoczywamy, korzystamy z toalety, w końcu wracamy do auta i robimy sobie gorącą herbatę. Ma to sens w takie zimno.

Potem już zjeżdżamy w dół, wzdłuż jeziora Saint Mary. Na wyjeździe już naprawdę leje i wieje. Przy informacyjnym punkcie wyjazdowym (albo wjazdowym jak kto woli) spotykamy Szwajcarów, którzy jeżdżą Iveco, a których poznaliśmy na parkingu Walmart w Bozeman. Chwilę rozmawiamy, ale deszcz taki, ze się nie da…

Chcieliśmy jeszcze pojechać w inne miejsca w parku ale niestety deszcz i silny wiatr odstraszył nas.

Podejmujemy decyzję, bo około 14..00 jechać na granicę Usa z Kanadą i przekroczyc granicę.

Granica USA – Kanada

Kontrola przebiega sprawnie. Najpierw poazujemy paszporty, odpowiadamy na kilka pytań między innymi o to czy mamy broń, narkotyki, jakieś noże (chyba chodzi o duże?), na ile chcemy wjechać do Kanady i tyle. Po krótkiej paszportowej kontroli urzędnik nakazuje jeszcze stanąć tuż obok. Przychodzi następny i rozpoczyna przeszukanie auta. W poszukiwaniu niedozwolonych produktów czy rzeczy, wymienionych wyżej. Okazuje się też, że nie wolno przewozić drewna, a mamy kilka szczapek na dachu. Potem już tylko dostajemy pieczątkę w paszporcie i wjeżdżamy do Kanady. Alberta. Uff… Alaska coraz bliżej..

14.06.2023

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.