1124 dzień wyprawy
Jedziemy i jedziemy. Jak codzień . Rano budzimy się znowu na Cracer Barell. Normalnie czuję się czasem jak w „dniu świstaka”. Codziennie budze się na Cracer Barell. ale na szczęście są to inne miasta, ciągle bardziej na wschód i trochę na południe.
kawa, potem śniadanie na Cabelas. Oczywiście idę zobaczyć co jest w środku. Przymierzam ogrodniczki.. No nie kupię, ale przymierzę chociaż..


Tankujemy na costco najtańsze paliwo w okolicy, dolewamy do kanistrów, po czym wjeżdżamy do Wirginia. Łapie nas deszcz. Jestesmy przygotowani (psychicznie), także na szczęście nie ma paniki. wszystko nie trwa długo. Dojeżdżamy na nocleg na Cracer Barell. To już chyba ostatni w ciągu tej wyprawy…
27.03.2026



