436 dzień wyprawy
Trudno powiedzieć gdzie zaczęliśmy ten dzień. Generalnie wylądowaliśmy po blisko 10 godzinach lotu o 8,30 rano w Los Angeles. Jednak tego samego dnia, biorąc pod uwagę linię zmiany daty, o godzinie 14,30 wystartowaliśmy z Japonii… Taki „trick” że mieliśmy „zaoszczędzony” jeden dzień. Chociaż spędzony w podróży to jednak. No bo wylądowaliśmy wcześniej w Ameryce niż wystartowaliśmy z Japonii. Nowe doświadczenie i okoliczności, takiej sytuacji jeszcze nie mieliśmy w czasie naszych podróży…

W sumie można napisać, że wczoraj dolecieliśmy o ósmej rano do Los Angeles. Znaczy, taka była godzina w Stanach, kiedy lądowaliśmy, pomimo, że wylecieliśmy też wczoraj, według japońskiego czasu o 14.45 z Tokyo (a w zasadzie z Narita). Dzień się nam wydłużył bardzo, bo wg czasu to Stany są 16 godzin do tyłu za Japonią. Dzień nam jakby cały prawie przybył ale też straciliśmy go jak lecieliśmy do Japonii.
W każdym razie wylądowaliśmy, podjechaliśmy autobusem do wypożyczalni Avis. W Los Angeles są dwa przystanki – Avis preffered (jakiś taki wyższy segment) i zwykły (dla śmiertelników ).


Wzięliśmy całkiem fajnego Chryslera Pacifica i pojechaliśmy wykończeni do San Diego. Droga minęła całkiem spokojnie chociaż męcząco. Oddaliśmy samochód i stamtąd odebrała nas Iwona. W ogromnych korkach przejechaliśmy przez granicę w Tijuanie i ponownie byliśmy w Meksyku.
Na kolację indyk, ale my już byliśmy tak nieprzytomni, że usnęliśmy o 19 chyba. Wzięłam melatoninę to było łatwiej i przespałam chyba z 10 godzin.
Za to od południa dziś w domu akcja, bo Ali rozciął sobie poduszkę na łapie i krew leciała prawie ciurkiem… Trzeba było do weterynarza jechać i szyć. Ale potem udało się zapanować nad sytuacją i wieczór był już spokojniejszy.
08.05.2024
—————————–



