435. Wylot do Los Angeles

435 dzień wyprawy

Dziś wcześnie wstaliśmy, ale bez pośpiechu. Zdążyłam umyć głowę, po czym zeszliśmy spokojnie na śniadanie. Posiłki w tym hotelu APA nie są spektakularne. Ani smaczne, ani satysfakcjonujące. Kawa słaba, nie ma ekspresu, brak curry do ryżu, jak to było w poprzednich hotelach… Ech… tylko marudzić by można. Żeby było mało, to jeszcze od rana pada deszcz. Wzięliśmy zatem parasolkę i o 10, bo tak doba hotelowa się kończyła, opuściliśmy hotel.

Oczywiście była to także idealna pora, by spokojnie udać się na lotnisko Narita, tam bowiem mieliśmy odlot do USA naszego lotu tanich linii japońskich ZIPAIR.

Na lotnisku „przepuściliśmy” ostatnie jeny, kupując zabawki dla Oliwki (japońskie!!!) , potem McDonald lotniskowy obowiązkowo dla Krzyśka, dla mnie w 7Eleven ryżowa kulka z łososiem i dwie butelki zielonej zimnej herbaty. O 14.45 samolot wystartował do Los Angeles a my zasiedliśmy na jego pokładzie. Przed nami dwójka dzieci i rodzice, którzy w ogóle na nie nie zwracali uwagi… Ech…

07.05.2024

————————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.