434 dzień wyprawy
Ostatni pełny dzień w Tokyo. Nie powiem, że szalejemy. Raczej spokojnie przemieszczamy się wokół hotelu. Niedaleko. Nie robimy wielu kilometrów, może z 6. może siedem. Nie wiadomo, bo przecież tego nie liczymy. Wstajemy po ósmej, jemy śniadanie i ruszamy w stronę dzielnicy Asakusa. Tam, tuż przy świątyni Sensoji rzesze turystów. Pełno kramów, sklepików, ulicznych sprzedawców. Dziś kolejny dzień świąteczny w Japonii, Święto Konsytucji, albo pamięci Konstytucyjnej .Źródła różnie podają. Oglądamy kolejne kramy. A to słodkie banany, a to przekąski,a to lody z Matcha, a to krabowe paluszki,





Na Asakusa pełno riksz, wożą się ludziska. Pełno poprzebieranych w gejsze młodych kobiet które namiętnie robią sobie zdjęcia. W wielu miejscach można wypożyczyć kimono. W porze lunchu lądujemy w małej knajpce z wołowiną. Kolejny raz wspaniała uczta dla zmysłów i kubków smakowych. Uwielbiam tą wołowinę, charakterystycznie poprzeplataną mozaika białych niteczek tłuszczu .Samemu przypiekasz na małym piecyku i jesz. Pochłaniasz, delektujesz się (do wyboru).





Najedzeni zmierzamy w kierunku hotelu, pijemy jeszcze kawę, jeszcze jeden lód z matcha, a potem mąż funduje mi masaż japoński, bo przecież koniecznie trzeba spróbować, jak to robią po japońsku…
Wracamy do hotelu odpoczywamy. Aby pożegnać się z Japonią wieczorem wychodzę jeszcze na szybkie sushi. Jak zwykle z zupą miso i zieloną herbatą. Ależ życie ma sens.



06.05.2024
———————————-





