867. Jesteśmy już w USA. Znowu…

867 dzień wyprawy

Zawsze mówię, że 13 jest dla mnie szczęśliwy. I tego się trzymam. Dzisiaj, pomimo wielu jakiś utrudnień wszystko znowu poszło zgodnie z planem i jesteśmy już wieczorem na campingu Sweetwater w Bonita tuż obok San Diego. Daleko nie ujechaliśmy, ale nie to było naszym celem. Chcieliśmy przede wszystkim przekroczyć granicę miedzy Meksykiem i Stanami.

Rano zatem kawa, śniadanie. Potem pożegnanie z naszymi przyjaciółmi Iwonką i Andrzejem. I z Alusiem oczywiście z tym diabłem wcielonym.

Wyjeżdżamy, czas się zbierać…
Wyjazd z Rosarito, Punta Azul

W drodze do Tecate bo tam przekraczaliśmy granicę (podobno duże RV to tam muszą…) zjadłam trzy marchewki, bo do Stanów nie wolno wwozić warzyw, owoców, mięsa i jajek. Wiadomo.

Zjadam marchewki bo do USA nie wolno wwozić takich rarytasów. Wiadomo- ochrona rynku.

W Tecate już się zdenerwowałam, bo kasjer na bramkach na autostradzie, policzył nas jak za duży autobus trzyosiowy, zamiast za mały ciężarowy. Wysłałam mu serdeczne życzenia złej karmy, która do niego wróci… Potem podjeżdżamy na granicę, a tam kolejka że hej. W pierwszej chwili myśleliśmy, że będziemy czekać ze dwie godziny, ale na szczęście na godzinie się skończyło.

Kolejka na granicy w Tecate. Wyglądało groźnie, ale w końcu zajęło nam to godzinę.

Po stronie meksykańskiej weszła nam strażniczka do auta, sprawdzała, czy nie mamy broni, czy tam czego, diabli wiedzą. Potem po stronie amerykańskiej musieliśmy niestety podjechać pod urząd, na samej budce się nie skończyło, bo nie mieliśmy pozwolenia I94. Wiedzieliśmy na szczęście o tym, bo już mamy doświadczenie w tej kwestii. Zawsze musisz mieć, jeśli w ciągu ostatniego pół roku nie przylatywałeś do stanów.

Dobra, celnik, urzędnik z budki wszedł nam posprawdzać bardzo pobieżnie auto, potem tylko opłata 6 USD za osobę za pozwolenie I94 i już jesteśmy w Stanach…!

Granica meksykańsko amerykańska w Tecate
Zadowoleni, przejechaliśmy granicę…

Potem już w drodze na camping przejechaliśmy przez Costco. Iwona podarowała nam kartę Costco na paliwo zatem będziemy mogli kupować taniej, ze zniżką. Podjechaliśmy na stację i zatankowaliśmy . Pierwsze tankowanie w Stanach. Do prawie pustego baku weszło prawie 64 galony za 275 USD. Nie ma się co zastanawiać, bo się do głowy dostanie… Potem poszłam z Iwoną na zakupy do Costco, bo wjechaliśmy przecież na pusto do Stanów (bo nic dobrego [mięso, ryby, jaja warzywa owoce] nie wolno przewieźć).

Nakupowałam wiele rzeczy do lodówki i zamrażarki (bo mamy) ale też po to by już mieć to z głowy.

Tankowanie. Weszło 64 galony do naszego Luiska…

Potem jeszcze jedziemy do Balboa, bo tam jest pyszny sklep. Niestety tym razem nie kupiłam baclavy, bo rano podczas badania cukru okazało się, że mam zdecydowanie za wysoki. 116 na czczo to zdecydowanie za dużo. Zrezygnowałam wobec tego z Baclawy, ale kupiliśmy setki innych fajnych rzeczy kasze, płatki owsiane pastę z bakłażana, trochę warzyw do rosołu i takie tam… o , i ogórki kiszone..

Potem już lądujemy na campingu. Iwona nas odwiozła, zaopiekowała się nami. Zjedliśmy jeszcze hamburgery przy Sprout i umówiliśmy się na jutro na grilla. Mają do nas przyjechać z hakiem, z buickiem i z Alusiem….

A śpimy na campingu tuż przy Sweetwater Reservoir

13.07.2025

————————————–

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.