Argentyna – Villa Gesell – sto sześćdziesiąty pierwszy i drugi dzień wyprawy

Dziś czas na większe prace przy motocyklach. Wymieniamy filtry i olej w obydwu. Czyścimy łańcuchy. Na moim motocyklu w trakcie tej czynności zauważam brak zapinki na ogniwie. W samą porę to wyszło, bo mógł być problem w czasie jazdy potem.

Jest też trochę prac kosmetycznych. Trzeba poprawić sklejoną na prędce po upadku jakiś czas temu szybę. Lepiej zamocować osłony przednich amortyzatorów, bo ciągle się zsuwają. Przy okazji sprawdzam stan uszczelniaczy, ale są suche, nic z nich nie cieknie na szczęście.

Pogoda dziś dopisuje. Jest słonecznie, tylko czasem mała chmurka przemknie na niebie.

SONY DSC
SONY DSC

………………………………………………………………………………………………………………………………..

To co najbardziej uwielbiam w Villa Gesel, to poranny jogging po plazy. Człowiek się już nie zastanawia nad niczym, tylko rano wstaje z łóżka, ubiera się i biegnie na plażę. Słońce dopiero co wstaje, widać jak wychyla się znad tafli oceanu i podnosi się wyżej i wyżej. Blask słońca odbija się w wodzie, fale przybijają z wielkim hałasem do brzegu. Obok mnie biegnie pies Gali i Ryśka, który szaleje za porannym bieganiem. Już się tak przyzwyczaił, że jeśli nie wstanę przed 8.00 to się wierci niecierpliwie przed drzwiami i ogonem uderza o drzwi wejściowe.

To lubię. Tą pustkę na plaży, zero turystów. Na molo stoi zwykle kilku rybaków z wędkami. Wydawać byś się mogło że jest trochę chłodno, bo może z 10 stopni, ale jak się tylko przebiegnie 50 pierwszych metrów to od razu robi się cieplej. Teraz w Argentynie jest jesień. Słońce wstaje późno i mniejszy łuk robi nad ziemią. Jest dużo niżej niż latem. Dzięki temu właśnie jest mało ludzi.

SONY DSC

Ja to uwielbiam. I tego właśnie najbardziej będzie mi brakowało. Ciszy i spokoju porannej plaży, blasku wschodzącego słońca, które daje po oczach tak, że aż je trzeba mrużyć. Chce się żyć, mówię wam, chce się żyć!

Na razie przygotowujemy się od paru dni do następnej części naszej wyprawy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.