Kiedy przed kilkoma miesiącami wjeżdżaliśmy do Kolumbii żadne z nas nie przypuszczało, że ten kraj zostanie naszym domem. Oczywiście nie takim normalnym, bo nie mieszkamy tu tak do końca z własnej woli. Gdyby nie sytuacja z korona wirusem bylibyśmy obecnie gdzieś w Panamie, albo Kostaryce. Mieliśmy tam umówione miejsce na miesięczny postój i pomoc w prowadzeniu nowo powstającego hostelu.
Trasa przejazdu do Santa Marta

Powyżej widzicie trasę naszego przejazdu jaką do tej pory zrobiliśmy od samego południa z granicą ekwadorską. Droga była bardzo zróżnicowana. Od wysokich gór, urwistych przełęczy, przez upalne niziny Amazonii do karaibskiego wybrzeża, gdzie jesteśmy teraz.

Jednak los zrządził, że jesteśmy dalej w Kolumbii i generalnie nie narzekamy. Trochę miejsc już zobaczyliśmy w tym kraju i przeżyliśmy różne przygody. Poznaliśmy kilkoro fajnych ludzi. Mamy apetyt na więcej zwiedzania i kolejne ciekawe miejsca. Jedak jak do tej pory musimy czekać na rozwój sytuacji. Za to dziś po raz kolejny ruszamy w miasto…
Tym razem z lekkim stresem. Ponieważ jutro jest „Dzień Virgen del Carmen”, czyli święto kościelne i w telewizji zapowiadali wzmożone kontrole policyjne wszystkich ludzi. Ma to na celu ograniczenie ilości osób, które bezpodstawnie wychodzą z domu i łamią przepisy. Zaraz zobaczymy jak nam się uda zrobić zakupy…
Zakupy w Santa Marta
… Kilka godzin później… Uff, było całkiem nie źle. Tym razem nikt nas nie zatrzymał. Odwiedziliśmy wszystkie nasze „stałe” sklepy, zrobiliśmy zakupy bez problemów. I trochę nawet pozwiedzaliśmy…

Poza stałymi miejscami zakupów, które są już nam znane, weszliśmy do nowego dużego centrum handlowego. Przejeżdżaliśmy obok niego już chyba z 20 razy w ostatnich tygodniach. Jednak dziś po raz pierwszy robiliśmy tam zakupy. Sporo ludzi wewnątrz w pasażach. Właściwie wszystkie sklepiki i punkty usługowe otwarte.

Lody, kawa, ciastka itd. W każdym nawet najmniejszym butiku, optyku, salonie telefonów, przy wejściu środki do dezynfekcji rąk i mierzą temperaturę… A niech tam, niech mierzą 😉 My po zakupach zwijamy się, bo nie ma co kręcić się nie potrzebnie i narażać. W końcu jesteśmy biali i rzucamy się mocno w oczy.

A i jeszcze nawet udało nam się kupić dwa siłowniki gazowe do okna bocznego w Defenderze. Pojechaliśmy w nowy rejon centrum. Tam w okolicy centralnego „mercado”, czyli rynku, sporo sklepików jest czynnych. Co prawda pewnie 80% ma przed wejściem tasmy odgradzające i zakupy odbywają się z zewnątrz. Ale spokojnie można kupić co trzeba.


Jeszcze na plaży okna zaczęliśmy podpierać gałęzią, żeby nie opadały. A teraz za podobną cenę jak w Polsce ( 5800 Peso), około 6 PLN zakupiliśmy identyczne siłowniki i okno już nie opada po otwarciu 😉
Dzień sześćset sześćdziesiąty pierwszy – 15.07.2020
———————————



