228. Mojave najmniejsza pustynia w USA, ale najbardziej różnorodna

228 dzień podróży

Dziś dzień mocno widokowy i trekkingowy. Przede wszystkim wstaliśmy rano, wypiliśmy kawę, zjedliśmy śniadanie. Rytuały. Nic się nie zmienia. Ale dziś w miarę szybko się ogarniamy i jedziemy do Mojave National Preserve. To najmniejsza pustynie w USA, a jednocześnie najbardziej zróżnicowana. Jest przepiękna wydma, pustynne tereny piękna oaza (soda Lake), która kiedyś była terenem wojskowym , potem w latach bodajże 50 XX wieku resortem turystycznym, a teraz służy za punkt badawczy dla uniwersyteckich ośrodków kalifornijskich, gdzie dokonuje się badań dotyczących flory i fauny pustyni. Miejsce piękne, kompletnie niespotykane nigdzie indziej palmy. Niby takie same, ale jakoś tak nikt nie ucina tych więdnących i schnących później liści palmowych, więc zaczynają one suche okalać cały pień. Wygląda to spektakularnie. Jakby puchate pnie palmowe.

Uzupełniamy paliwo. Tańsze kupiliśmy jeszcze w Nevadzie…

Ale to co chyba najważniejsze, co warto zobaczyć w parku Mojave, to jaskinie powulkaniczna. Lawa, która kiedyś płynęła utworzyła jakby rzekę, a w środku powstała niezbyt duża jaskinia z otworami, przez które przenikają promienie słońca. Jaskinia robi na nas ogromne wrażenie. Jest jakby przepiękna, magiczna. Bajkowa. Takie określenia przychodzą do głowy.

Potem jedziemy do Kelso. Miasteczko kiedyś tętniło życiem, bowiem przebiegała przez niego kolej z Salt Lake City do Los Angeles. W 1997 zlikwidowano linię pasażerską, ale pociągi towarowe dalej jeżdżą. Te wielkie platformy wagonowe, na których poustawiane są piętrowo (po dwa) kontenery.

W Kelso ostał się budynek stacji kolejowej, gdzie teraz jest Visitor Center. Niestety, jesteśmy po sezonie więc jest zamknięte. Trudno. Nie zmienia to fatu że budynek stacji jest bardzo pięknie odnowiony co czyni go też bardzo fotogenicznym.

W Kelso pieczemy chlebek…

W Kelso na parkingu przed visitor Center pieczemy chleb, robimy sos do spaghetti, jemy obiad. Obserwujemy jak ludzie przejeżdżają, zatrzymują się, odjeżdżają. Grupa seniorów w odkrytych jeepach, widać, że szlajają się po pustyni i męczą auta.

Czworo młodych ludzi, którzy na parkingu odpalili kolbę i jarają zioło. No bardzo ciekawie w tym Kelso.

NIestety żadnego żółwia nie zobaczyliśmy

Ale posileni ruszamy dalej. Dzień się jeszcze nie skończył, jedziemy bo Amboy. Tam nie dość że przebiega stara droga 66, to jeszcze jest piękny stożek wulkaniczny, na który można wchodzić. Nie zamierzam przepuścić takiej okazji. Wchodzę. W półtorej godziny robię szlak, który z powodzeniem można by robić 3 godziny, ale ja nie decyduję się by obejść krateru po krawędzi, wiec tym samym zajmuje mi to mniej czasu.

Wracam. Do zachodu słońca około pół godziny. Jedziemy zatem kawałek dalej na pustynne miejsce i tuż przed skrzyżowaniem  z drogą 40 zatrzymujemy się na noc.

Tam, czytając informację od Jarka Woćko dochodzi do nas, że się pomyliliśmy. Że nie przeczytaliśmy dokładnie maila od komisji wyborczej, kiedy to się rejestrowaliśmy w obwodzie wyborczym w Las Vegas. Wybory nie są 15 października tak jak w Polsce, tylko dzień wcześniej. Jesteśmy super zdziwieni i wkurzeni. Bo trzeba zmienić plany. Mięliśmy trochę jechać na wschód i do Las Vegas jutro…. Szybko ogarniamy trasę, planujemy, ogarniamy. Ale jesteśmy dziwnie rozgoryczeni i wkurzeni sami na siebie, że nie zorientowaliśmy się wcześniej, że data wyborów w USA jest 14. X….

A na noc taka miejscówka…. Zachód słońca bajeczny…

13.10.2023

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.