375 dzień wyprawy
Dzień kobiet upływa pod znakiem mariscos, czyli różnych owoców morza, które mnie dziś niejako prześladują. Mariscos czyli ostiones (małże) różnego rodzaju, krewetki, ryby sprzedają tu na każdym prawie rogu. Każda uliczna knajpa czy nawet zwykły wózek sprzedaje tego typu „dania”. W końcu jesteśmy bezpośrednio nad oceanem. I zapewne mnóstwo osób tu zajmuje się rybołówstwem.

My dziś wybieramy trochę mariscos a trochę tacos. Tacos jak wszyscy wiedza to niewielkich rozmiarów placki zwykle z mąki kukurydzianej, ale też czasem i z pszennej, w środku z dodatkiem mięsa, awokado, przypraw, sosów i innych ingredientes, dodatków.


Dziś z okazji Dnia Kobiet idziemy jeszcze zaszaleć. Pijemy czekoladę w Akabal (miejscowy producent czekolady), która oczywiście nie ma nic wspólnego z czekoladą pitną Wedla czy mistrza Pelczara z Korczyna (którą tak często piliśmy w Sanoku, kiedy to byliśmy w Bieszczadach). Och tak. Mistrz Pelczar robi wspaniałą, gęstą aromatyczną czekoladę, a tu w Rosarito niestety tylko popłuczyny kakaowe. Nie mniej jednak robią też takie czekoladki (nazywa się to praliny) i tutaj są takie nieśmiałe podróbki w Rosarito. Jednak wkrótce jest kurs na robienie tych pralin i się wybieram… Zobaczymy co z tego wyniknie.
Do wieczornego seansu filmowego (dziś Rojst) kupuję jeszcze pseudo sernik w La Espiga. Tak zwane Queso Rebanado, czyli taki chyba że w kąpieli wodnej. Całkiem znośny.
08.03.2024
——————————————



