745 dzień wyprawy
Decydujemy żeby się jednak ruszyć. Nie czujemy się najlepiej, Krzysiek ciągle kaszle i ma katar i ogólnie słabo, ale jednak jedziemy do Todos Santos. Jakby to powiedzieć, może zwalić na chorobę, ale miasteczko w niczym nie jest piękne. Nie ma uroku tylko pełno amerykańskich sklepików, restauracyjek i knajpek. Mówiąc amerykańskie chodzi o to że ceny stosunkowo wysokie. Ale już nie ma co psioczyć. Można po prostu powiedzieć,że miasteczko jest urokliwe i już. Choć tego uroku trzeba ze świecą szukać. Robię parę zdjęć pamiątek, żeby przesłać bliskim. Zjadamy pizzę we włoskiej knajpce, tak lekko, na lunch. Mam kryzys Oczy łzawią, katar przyszedł i kaszel nie z tej ziemi.





Wracamy omijając nawet miejsce z oznaczeniem, że tu przechodzi zwrotnik Raka. Ot były dwa pasy i ciężarówka nam zasłoniła to miejsce, także nie udało się tym razem Może kiedyś…
Wieczorem idziemy do pobliskiej knajpi Higos y Olivos na kolację. Objadamy się bardzo, za bardzo. Dziś znowu czas na mięso. Folgujemy sobie bardzo w tym Cabos…

13.03.2025




