Dzień dwudziesty siódmy – 20.10.2018
Sobota zaczęła się jak zwykle dla pasażera na statku nader leniwie. Na śniadanie trzy gorące, lekko spalone tosty, do tego jajecznica, jajko na twardo i trochę żółtego sera. Na koniec domowej roboty dżem truskawkowy. Po wczorajszej imprezie wszystko działa jakby trochę z opóźnieniem. Kucharza nie zobaczysz, należy przyjąć założenie, że dzisiaj będzie trochę mniej wystawny obiad…
Wieczorem spotykamy się w kabinie pierwszego oficera. Oglądamy jego zdjęcia i filmy z rodzinnych wypadów rowerowych. Sergey pokazuje trochę jak wygląda jego życie w Bułgarii. Jest zapalonym cyklistą, także rozmowy toczą się głównie wokół tego jak, gdzie i ile przejechał kilometrów, gdzie są najlepsze drogi, jak klasyfikowane są drogi pod względem trudności dla rowerzysty, gdzie bierze się pod uwagę stopień nachylenia. Chciałoby się napisać, że siedzimy i popijamy herbatę, ale mijałabym się z prawdą, bo to nie jest herbata…





