Ekwador – Dzień 452

Dzień czterysta pięćdziesiąty drugi – 19.12.2019

Dzień zaczął się całkiem znośnie. Obudziliśmy się, zjedliśmy szybkie śniadanko. Nic nie zapowiadało katastrofy. Spaliśmy w miasteczku Rio Verde, niedaleko rzeki i wodospadu Pailon del Diablo,  potem ruszyliśmy do Guayzimi. Przed nami jakieś 450 km, jedziemy. Przejeżdżamy przez amazońską część Ekwadoru, drogą nr E45. Cisza, spokój, zielono, niewielki ruch. Zatrzymujemy się na obiad w Macas, całkiem przyjemna mieścina. Nie pytajcie co na obiad bo słabo coś eksperymentujemy.

image011

Zupa, ryż z kurczakiem, banan grilowany, to znaczy plaster tego banana i jakiś napój. zwykle woda z niewielką ilością zblendowanego owoca. Dziś jemy na mercado, czyli lokalnym targowisku. Zwykle tam są najtańsze obiadki. Płacimy 2,5 USD i ruszamy dalej. Mniej więcej w połowie drogi między Macas a Gualaguiza wydarza się tragedia. Nie możemy jechać dalej, bo wyraźnie układ paliwowy dostał zadyszki. Samochód nie ciągnie pod górę, jedzie i co chwilę zdycha. Co robić???? Jak to co? Zjeżdżamy ledwo ledwo do wioski o wdzięcznej nazwie Limon Indanza i rozpoczynamy wymianę filtra paliwa. Niestety. Na nic to się zdaje, bo układ się zapowietrzył na amen. Po kilku godzinach walki róbujemy wymienić pompkę paliwa i inne czynności jakie przychodzą do głowy. Nic z tego i o 22.00 gasimy latarki i idziemy spać. Nie możemy jechać, ale pomyślimy o tym jutro. Nawet nie jemy kolacji… z tego wkurzenia…

image017

—————————-

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.