Ekwador – Dzień 451

Dzień czterysta pięćdziesiąty pierwszy – 18.12.2019

Zapadły decyzje. Na święta jedziemy do Franciszkanów do Guayzimi. Oni jeszcze o tym nie wiedzą, ale jak tylko znajdziemy Internet i sieć, to ich poinformujemy. Wyszło nam to z wielu powodów najbardziej optymalną opcją. Którą mamy zamiar wykorzystać. Dziś piękny dzień. Budzimy się patrząc na wulkan Tungurahua. Spokojnie wstajemy, robimy kawę, wcześniej jajecznicę na boczku. Żyć nie umierać. Cisza i spokój dookoła. Nie ma żywej duszy dopiero około 9.00 zaczyna się robić ruch i ludzie przyjeżdżają do casa del arbol, oglądać piękne widoki i bujać się na huśtawce. My powoli zbieramy się, jedziemy do miasta Banos, oglądamy jeszcze raz główny plac, jemy obiad, bardzo wcześnie dziś i ruszamy drogą wodospadów do Pillon de diablo czyli najpiękniejszego w tych okolicach wodospadu.

aaaaa040 aaaaa039Robi na nas naprawdę całkiem spore wrażenie, jest dobra infrastruktura, ścieżki wykute w skałach i mosty wiszące, także wodospad jest wspaniale widoczny. Spędzamy noc w miasteczku Rio Verde, tuż przy wodospadzie. Rano chcemy ruszyć w kierunku Puyo.

aaaaa073 aaaaa076 aaaaa072 aaaaa044

—————————

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.