Boliwia – Dzień 243

Dzień dwieście czterdziesty trzeci 24.05.2019

Rano wstajemy wcześnie i ruszamy bez śniadania. Powodem jest pętający się pies, który nie wygląda zachęcająco. Nie można nawet zrobić siku. Po kilku kilometrach nadrabiamy te fizjologiczne zaległości i ogarniamy się bardziej. Zjadamy wygrzebane z zapasów żywieniowych banany.

Dojeżdżamy do Comarapa i wjeżdżamy na myjnię. Za 30 boliwianów myją nam auto mocząc przy okazji wewnątrz parę elementów. Nieszczelność Defendera owiana jest legendą i mimo że auto jest niby zamknięte, w niektórych miejscach przeciekło… Lepsze jednak to, niż śmierdzący ropą samochód. Korzystając ze słońca suszymy, wycieramy i lekko ogarniamy wewnątrz nasze lokum.

image029

Spokojnie przemieszczamy się do Pojo. Chwilę spędzamy w tym niewielkim miasteczku, które przypomina wczesne lata 30 w Polsce.. lub 60 … nie wiadomo. Ale klimat jest niesamowity. Jak z trędowatej.. a tylko z tą różnicą, że palmy na środku rynku rosną…

image031

W przydrożnej knajpce jemy za 10 boliwianów porcję mięsa wołowego z ryżem i jednym ziemniakiem. Za 5 zł od osoby nie opłaca się uruchamiać kuchenki turystycznej, by coś gotować.. dojeżdżamy na naprawdę fajne miejsce noclegowe i odpoczywamy, licząc na wspaniały wschód słońca.

image030

Boliwia nas zachwyca widokami. Góry, góry góry. Naprawdę pięknie. Z ludźmi trochę trudno się porozumieć, bo są oni często hmmmmm…. Zostańmy przy słowie niewykształceni. To najlepszy eufemizm jaki udało się nam znaleźć…

image028 image027