971. Czas w drogę

971 dzień wyprawy

Tak jak postanowiliśmy wczoraj, tak zrobiliśmy dzisiaj. Czas w drogę. Nie ma się co ociągać, pogoda się psuje, nadciąga zimowy czas. Temperature w nocy oscyluje około 5-6 stopni Celsjusza. Czas zjechać bliżej Florydy. Jeszcze mam jedno marzenie, by zobaczyć wyspy Hatteras. Ale czy pogoda na to pozwoli ? To się okaże. Wstajemy skoro świt, około ósmej. Szybka kawusia, potem już czekamy aż Paweł będzie gotowy do wyjścia do pracy. Chcemy sie pożegnać. I tak też robimy.

Potem jeszcze na szybcika robię z Natalką domowy hummus. Pijemy kawę i rozpoczynamy proces opuszczania tej posesji. Nie jest łatwo, bo podjazd jest stromy i skręcający. Zachaczamy hakiem i częścią podwozia, ramy. Nie ma wyjscia, trzeba coś podkładac pod koła i jednocześnie uważać, by przednim zderzakiem bocznym nie przywalić w skarpę. Trwa to okoo 20 minut, chyba potem jeszcze przyczepka, zaczepianie haka, bo musieliśmy zdjąć bo też haczył przy wjeżdżaniu na podjazd. POtem wjazd auta na przyczepkę, zapięcie go i już prawie możemy ruszać.

POżegnanie i w drogę.

tankowanie gazu

Najpierw tankowanie gazu. Nie ma chyba zbyt wiele w tym obszarze takich stacji, w każdym razie trudno nam było znaleźć na mapie. Ostatecznie cena za galon 4,17, ale to chyba dlatego, ze w sklepie żelaznym, a nie na stacji, na przykład Loves… Bo wydaje mi sie że cena powinna być grubo poniżej 4 usd za galon.

Potem odebraliśmy Krzyśka leki w aptece, zaliczyliśmy Polka Deli, polski sklep w Colesville, i w drogę. Mijamy niesprawnie Waszyngton. Dużo korków, co chwila jakieś zawalidrogi.

25.10.2025

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.