Dzień dwieście siedemdziesiąty pierwszy 21.06.2019
Dojeżdżamy dziś do Tarija. Droga ciągle piękna, nawet bardzo. Zwiedzamy miasto niezbyt długą chwilę, dwie godziny nie więcej. Podobno to bardzo ładne miasto jak mówią Boliwijczycy, ale nas jakoś nie zachwyca specjalne. Plac, tradycyjnie w środku miasta, dużo kościołów, sklepy zamknięte, bo dziś święto Nuevo Ano Aymara. Nowy rok Aymara. Czyli przesilenie zimowe. Stawiamy auto na placu i robimy rundkę na piechotę dookoła szukając ciekawych miejsc.
Pogodę mamy nadal słoneczną i ciepłą, zwłaszcza w dzień. Jedziemy zatem dalej. Przed nami trudny wybór i dyskutujemy intensywnie, czy jechać prosto do Tarija czy odbić lekko z trasy ponownie… Co oznacza kolejne szutry, ale tez ciekawe widoki… Wiecie już co wybraliśmy…
Przejeżdżamy przez Park krajobrazowy „Cordillera of Sama Biological Reserve”. W oddali widać płytkie laguny, które w słońcu są mocno niebieskie. Potem droga wspina się ponownie na wysokość 3800 m n.p.m. Początkowe proste odcinki zamieniają się w kręte i ciasne zakręty nad urwiskami. Co jakiś czas widzimy krzyże przy drodze. Jadę ostrożnie, bo moja piękniejsza połowa ma ciągle lęk wysokości. A o wypadek tu nie trudno. Słyszeliśmy wiele takich opowieści o spadających w przepaść autach.
Zbliża się wolnym krokiem wieczór, więc za osadą Yunhuara rozbijamy się na noc. Dzikie miejsca nie jest łatwo znaleźć w tak górzystym terenie. Czasem trzeba się natrudzić, żeby mieć poczucie bezpieczeństwa potem w nocy….

















