87 dzień wyprawy
Wczorajszy dzień zakończyliśmy na niezbyt fortunnym miejscu. Niejako zawieszani pomiędzy legalnością a „łamaniem prawa”. Usilnie szukaliśmy darmowej miejscówki która była oznaczona na mapie Ioverlander. Jednak późna pora spowodowała, że większość z dostępnych stanowisk campingowych była już zajęta i widzieliśmy, jak przybywające kolejne samochody kamerowe usilnie szukają swojego kawałka ziemi. Postanowiliśmy wybrać wyjście awaryjne i stanęliśmy pomiędzy dwoma strefami, w niewielkim zagłębieniu terenu tuż obok szutrowej drogi dojazdowej, auto za autem (my i dziewczyny).

Rano tuż po wschodzie słońca przestawiliśmy się aby nie wzbudzać zainteresowania… stanęliśmy w strefie dziennego użytku, gdzie były prymitywne toalety i stoliki. Na śniadanie spożywamy ogromne ilości szpinaku, bo dziewczyny wczoraj „ogarnęły „ trzy wielkie paczki, z których jedna nam przypadł. Szpinak jemy w koktajlu, w omletach i zastanawiamy się co jeszcze wymysli.
Następnie rozdzielamy się i każda z par (załóg samochodu) jedzie zwiedzie zwiedzać północną część parku Canyonlands na swoją rękę. My po wizycie w vissitor center jedziemy na najdalszy punkt, skąd rozpościera się widok na potężną, rozległą dolinę, w tym częściowo rzeki Colorado. Teren ukształtowany przez setki lat, tysiące, miliony lat erozji jest jakby trzypoziomowy. Będąc na najwyższych z poziomów widzimy wyraźnie potężną płaską przestrzeń z rozlicznymi skałami, a poniżej niej rysują się kolejne kaniony, wykreowane przez rzekę i erozję.

Horyzont ciągnie się na dziesiątki kilometrów otwartej przestrzeni przed nami. Język przewyższenia na którym jesteśmy, jest bardzo poszarpany i droga mocno kluczy, dojeżdżając do kolejnych punktów widokowych po obu stronach urwisk. Potem kolejne zwiedzamy kolejne punkty widokowe.



Upał doskwiera nam bardzo, sumuje się zmęczenie, podejmujemy wiec decyzję, by skoro opadliśmy z sił, około 13 wyjechać z parku i pojechać na umówioną już z dziewczynami wcześniej, miejscówkę na nocleg. Jakieś 30 km na północ parkujemy finalnie na rozległych, pustynnych terenach. Wokół nas kilka dużych przyczep kampingowych w oddali, czujemy się zatem bezpiecznie. Chylące się ku zachodowi słońce pozwala trochę odpocząć od skwaru, ale to dzięki wędrującym pod wieczór chmurom na niebie.
Mrok zapada wokół Defenera tylko ośnieżone szczyty widoczne w oddali pobłyskują w ostatnim promieniu zachodzącego słońca.
25.05.2023



